Michał Wójciak (Muzyczny Sagan): Najbliżej mi do drugiego człowieka

0
237

Muzyczny Sagan to dość otwarty projekt wywodzący się z Bieszczad. Muzycy łączą blues, folk z odrobinę rocka i muzyką indyjską, nasycając wszystko szczególnym klimatem swoich stron. Nad całością czuwa Michał Wójciak – autor muzyki i wokalista grupy, który opowiedział nam o właśnie wydanej pierwszej płycie zespołu „Wolna Przestrzeń”.

 

 

MM: Muzyczny Sagan zaczął się od muzycznych improwizacji, w ramach których każdy mógł do Was dołączyć. Jak to się zatem stało, że zrobił się z tego regularny zespół, który w dodatku gra tak zawarte formy piosenkowe?

MW: Owszem, na początku sam zamysł opierał się na improwizacji i luźnej formie, jeżeli chodzi o skład. Nigdy nie było prób – po prostu padało hasło „koncert” i każdy, kto mógł i chciał, pojawiał się, żeby pograć. Po jakimś czasie to samo ewaluowało. Nie zrezygnowaliśmy jednak z improwizacji. Nawet na płycie pojawiają się goście.

MM: A co spowodowało, że to wasze granie przybrało taką piosenkową formę?

MW: Improwizacje polegały na tym, że ja miałem jakieś gotowe utwory, które napisałem, a każdy z muzyków na koncertach, wkładając swoją wrażliwość, nadawał im nowe życie. Utwory na płycie faktycznie mają formę poukładaną i zwartą. Nie znaczy to jednak, że taką formę przybierają też na koncertach.

MM: Jesteś głównym autorem muzyki. Reszta nie chciała komponować?

MW: Generalnie tak, ja jestem autorem muzyki. Chociaż na płycie jest też kompozycja Grześka (Rokosza, gitarzysty zespołu  – przyp. MM). Inni muzycy też tworzą, ale chyba od samego początku jakoś się przyjęło że gramy moje utwory.

MM: Napisałeś też większość tekstów. Czy to znaczy, że warstwa liryczna determinowała muzykę i jej aranżację?

MW: Akurat tu nie ma reguły. Jest naprawdę różnie, czasem są teksty, które czekają na swoje nuty, a czasem jest zupełnie na odwrót – nuty aż się proszą o tekst.

MM: Twoje teksty dotykają spraw duchownych, ale nie brakuje i bardziej przyziemnych tematów. Do której sfery ci bliżej jako autorowi?

MW: Najbliżej mi do drugiego człowieka. Myślę że tych dwóch spraw nie można traktować oddzielnie. Ja, tak jak każdy, mam momenty, kiedy próbuję wejrzeć w siebie, chcąc znaleźć odpowiedź, skąd jestem i dokąd podążam. A czasem dostrzegam zwykłe codzienne problemy, które próbuję rozwiązywać.

MM: „Black Woman” brzmi jak utwór Breakout albo Tadeusza Nalepy. Skąd ten tekst?

MW: Może dlatego, że to stary tekst i z tego powodu brzmi jak wymienione przez Ciebie legendy muzyki. Oczywiście żartuje. Mój kumpel napisał go dawno temu, aż w końcu tekst doczekał się bluesowej oprawy.

MM: Z kolei mam wrażenie,  że „Jednoskrzydlaty” kojarzy się z „Bieszczadzkimi Aniołami” SDM

MW: Pewnie kiedy zaczęlibyśmy rozkładać utwory na czynniki pierwsze, zauważyłbyś znaczące różnice. Ale pewnie podobieństwo tych utworów nasuwa się z tego powodu, że i w jednym i w drugim mowa jest o aniołach. „Jednoskrzydlaty” jest utworem mantrycznym, czyli zawiera powtarzalny element. Instrument perkusyjny, który się tam pojawia dodatkowo ma nasilić ten efekt. Ale teksty też raczej odbiegają od siebie.

MM: A co tak bzyczy na początku tego utworu? Brzmi trochę jak sitar

MW: Tanpura Indyjska

MM: Co dalej? Jest teledysk do „Szczytu sukcesu”, a co planujecie w następnej kolejności?

MW: Jest też teledysk „Nocny Blues”. Chcielibyśmy na pewno jeszcze zrobić do któregoś z utworów teledysk. Do jakiego jeszcze nie zapadły decyzję. Dyskutowaliśmy o „Demonach” lub „Po Co”. Zobaczymy, co pokaże czas.

Rozmawiał: Maciej Majewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.