„Jakiś czas temu stwierdziłem, że trzeba wychodzić ze strefy komfortu i ryzykować, zrobić czasem coś dość odważnego”. Rozmowa z Tomasz Zień Trio

0
244

 Tomasz Zień postanowił wykorzystać klasyczne brzmienie organów Hammonda B3jako bazę kompozycji, które znalazły się na barwnej i wieloplanowej płycie „Night Tales”. Album sygnuje jednak trio, a muzyków, którzy na nim zagrali jest jeszcze więcej. O tym, ale i o złożoności tego przedsięwzięcia główny ‘sprawca’ opowiedział mi w poniższej rozmowie.

 

 

MM: Trochę nie rozumiem, czemu zdecydowałeś się podpisać tę płytę jako trio, skoro w prawie każdym utworze ktoś was wspiera

TZ: Trochę to skomplikowane, nie mniej postaram się wyjaśnić. Na koncertach występujemy głównie jako trio – to nasza podstawa brzmienia. Ja na organach Hammonda, syntezatorach i vocalu, Kasia Kamer gra na wiolonczeli akustycznej, Adam Golicki zaś na perkusji. Wraz z rozwojem sytuacji, prób i koncertów pomysłów zaczęło przybierać. Dołożyliśmy kilka instrumentów. Fakt, że część osób może nas kojarzyć z poprzedniej nazwy The Harmonix. Większość koncertów i naszych działań było jednak pod nazwą Tomasz Zień Trio, toteż postanowiłem żeby tak zostało na płycie. Myślę, że nowa nazwa tuż przed wydaniem płyty wprowadziłaby zbyt dużo zamieszania? Nie oznacza to, że nie powinniśmy pomyśleć nad nową nazwą, ale to może za chwilę.

MM: Brzmienie Hammonda B3 samo w sobie jest ciężkie – na płycie słychać niemalże każde przyciśnięcie klawiszy. Czy Twoje partie były punktem wyjścia dla powstawania kompozycji?

TZ: Utwory tworzyłem siedząc przy organach, stąd prawdopodobnie w większości kompozycji główne melodie są grane na Hammondzie. Nie robiłem jednak kalkulacji, czy więcej gra Hammond, czy wiolonczela. W zasadzie to przychodziło samo. Co do brzmienia, twierdzisz, że brzmienie organów na płycie jest ciężkie, mocne, rockowe?

MM: Ciężkie w samej strukturze – to instrument dominujący. Katarzyna i Adam nie tylko dopełniają jego brzmienie, ale budują osobne harmonie

TZ: Zgadza się. Właściwie po tych nagraniach zrozumiałem, jak trudno zapanować nad organami Hammonda, nad ich brzmieniem. Posiada on wiele alikwotów, częstotliwości, które jak wspomniałeś – dominują, często przysłaniając inne instrumenty. Sztuką jest, żeby grać na organach Hammonda oszczędnym brzmieniem, pozostawiając przestrzeń dla pozostałych. Dopiero się tego uczę. Co do harmonii , dopełnień – o to też chodziło, żeby wiolonczele czasem dublowały partię organów (tak jak jest to np. w głównym temacie „Try To Love”), a czasem grały w drugim głosie, żeby było ciekawiej. Adam zaś pięknie wirtuozersko uzupełnia całość.

MM: A przy partiach wokalnych dałeś Paulinie Kowalskiej wolną rękę?

TZ: W partiach chórkowych tak. To jej piękne pomysły, dopełniające instrumentalną całość. W utworze „Perfect Mind” trzymaliśmy się wymyślonej przeze mnie melodii.

MM: No właśnie – co Cię podkusiło, żeby w tym utworze zaśpiewać?

TZ: Bardzo chciałem tego spróbować. Lubię wyzwania, zwłaszcza muzyczne. Jakiś czas temu stwierdziłem, że trzeba wychodzić ze strefy komfortu i ryzykować, zrobić czasem coś dość odważnego. Stad też pomysł żeby zaśpiewać wraz z Pauliną w tym utworze. Inna rzecz, że jest to utwór o naszym wspólnym rodzicielstwie, taka rodzinna trochę historia. Oczywiście były pomysły, żeby wynająć zawodowego wokalistę do nagrania tej partii, ale to dość głęboki tekst, ważny dla mnie i zapewne wielu rodziców. Postanowiłem zaryzykować (śmiech).

MM: „Above A Dream” wydaje się najbardziej ‚filmowy’. Brzmi wręcz orkiestrowo.

TZ: Tak, to moja fascynacja muzyką filmową, orkiestrową i Jonem Lordem. W tym utworze właściwie gra prawie pełna orkiestra symfoniczna.

MM: Zamiast Katarzyny gra w nim jednak tylko Łukasz Dudziński na elektrycznej wiolonczeli. Czemu?

TZ: Kasia gra pięknie na wiolonczeli akustycznej. Łukasz operuję zaś wspaniałym instrumentem o nazwie wiolonczela elektryczna, która brzmi trochę inaczej – bardziej jak gitara. W kilku utworach przesterowaliśmy delikatnie jego instrument, dzięki czemu zyskały one na mocy i brzmieniu. Przesterowanie wiolonczeli elektrycznej jest o wiele prostsze niż w przypadku wiolonczeli akustycznej. Elektryczna po prostu lubi efekty i przestery.

MM: A skąd w tym wszystkim wziął się realizator Pavel Sinilo?

TZ: Historia Pavła jest długa. To realizator z Mińska Białoruskiego. Wiemy jaka jest sytuacja za wschodnią granicą. Paveł przeprowadził się do Polski półtora roku temu. Któregoś słonecznego zimnego dnia zapukał do moich sal prób z pytaniem, czy nie szukam kogoś do współpracy przy nagraniach. Oczywiście wtedy nie szukałem, ale po jakimś czasie nadarzyła się okazja nagrania czegoś większego, toteż odezwałem się do niego i zapytałem, czy nie zechciałby wspomóc mnie w nagraniach. Okazało się, że nie dość, że jest świetnym realizatorem dźwięku, to w dodatku ma tony niesamowitego sprzętu i instrumentów! Dobrze, że zapisałem sobie jego numer telefonu (śmiech).

MM: Czemu „Night Tales” nie pojawiła się w serwisach streamingowych?

TZ: Oficjalna premiera płyty to 20 maja, więc w streamingach będzie to zapewne ciut wcześniej.

MM: Szykujesz koncerty promujące?

TZ: Oczywiście, chcę też zrobić na koncertach więcej, niż do tej pory, w sensie wizualno-efektowym. Chcemy zaskoczyć widza, mam nadzieję, że uda się też wystąpić w szerszym składzie.

MM: I będziesz na nie woził oryginalne Hammondy B3?

TZ: Na tą chwilę jeżdżę na koncerty z instrumentem cyfrowym oraz oryginalną lampową Leslie, ale chyba zaryzykuję i dostosuje Hammonda A100 do przewożenia. Mam w planach zrobienie tzw. chopa, czyli poprzecinana obudowa, rączki itd. Hammond cyfrowy jest wspaniały, bo składa się z kilku części i przenoszę go samemu, ale jednak to nie to samo. To trochę jak stary Mustang i nowy. To i to Hammond, ale te stare są wyjątkowe, lepiej się na nich gra, brzmią lepiej mimo, że transport oryginalnego instrumentu to koszmar.

Rozmawiał: Maciej Majewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.