Mody, które przychodzą i odchodzą, w żaden sposób nie wpływają na zawartość naszych płyt

0
350

Czas zdaje się nie imać Komet. Zespół istnieje już niemalże dwie dekady i funkcjonuje wg. własnych zasad. Właśnie ukazał się dziesiąty krążek zespołu, zatytułowany „Alfa Centauri”, a o jego realizacji opowiedział lider Komet – Lesław.

 

MM: Kiedy rozmawialiśmy 4 lata temu, wspomniałeś wówczas, że ukażą się dwie płyty: koncertowa i „Alfa Centauri” z premierowym materiałem. Pierwsza z nich rzeczywiście parę miesięcy później pojawiła się na rynku, a „Alfa Centauri” dopiero w tym. Co było tego powodem?
Lesław: Powodem był splot różnych wydarzeń. Nagrywaliśmy przez parę dni, a potem robilismy sobie dlugą przerwę. Każda płyta jest zupełnie inna, a w przypadku tej wygląda na to, że po prostu praca nad piosenkami wymagała tak długiego czasu. Kiedy rozmawialiśmy 4 lata temu, naprawdę byłem przekonany, że „Alfa Centauri” ukaże się rok później… Nie wiem sam dlaczego ten album nagrywaliśmy tak długo, a inne nasze płyty powstawały szybciej.

MM: Jest to zaskakujące również dlatego, że „Alfa Centauri” jest płytą bardzo krótką.
Lesław: Nigdy się nie zastanawiamy nad długością płytę. Myślę raczej o ilości piosenek. Przeciętna płyta Partii lub Komet zawiera ich 10-11. Dopiero po masteringu się dowiaduję, ile one trwają (śmiech). A ta jest bardzo zwięzła, ale przeczytałem, że teraz jest taki trend, żeby nie przesadzać z długością płyt (śmiech). Zresztą jesteśmy pod tym względem dość konsekwentni, ponieważ zawsze nagrywaliśmy krótkie płyty. Zawsze też takie mi się podobały – i to w czasach, gdy królowały albumy, liczące 80 albo 90 minut. Moda po raz kolejny nas dogoniła (śmiech).

MM: Słuchając początku płyty, odniosłem wrażenie, że to album wręcz perkusyjny, ponieważ brzmienie werbla jest bardzo z przodu. Czy to była sugestia Roberta Srzednickiego?
Lesław: Takie rzeczy dzieją się same. Nie ma tutaj żadnej kalkulacji. To jest ciekawe, bo my podchodzimy do muzyki intuicyjnie, a potem od innych osób np. dziennikarzy dowiadujemy się, jakie nagrywamy płyty (śmiech). Miksując ją tak czułem proporcje. Poza tym Dżony jest niesamowitym perkusistą. Może podświadomie chciałem go wyeksponować? Trudno powiedzieć.

MM: Utwór „Dominika się waha” jest twoją odpowiedzią na niż demograficzny. Przekonujesz w nim do prokreacji.
Lesław: Tak, jest duża ilość osób, które się wahają. Odbiorca jest zarazem współtwórcą, więc może ten tekst odbierać różnorodnie. W momencie, kiedy ukazuje się płyta, piosenki na niej zawarte przestają być tylko moje. Każdy może z nimi zrobić co chce.

MM: Znając Twoje konotacje z Trójmiastem, utwór „Gdańsk Sopot Gdynia” wydaje mi się opowieścią z perspektywy morza.
Lesław: Powiem szczerze, że to jest piosenka, którą chciałem napisać od wielu lat. Ona należała się już Trójmiastu. Mam ogromny sentyment do Trójmiasta, a jako zodiakalna Ryba czuję się nad morzem wspaniale. Kiedy zaczynaliśmy z Partią, oprócz Warszawy, koncerty w Trójmieście przyciągały najwięcej publiczności. Jest też wiele miast w Polsce, których jak dotąd nie zdobyliśmy.

MM: Z kolei „Nigdy” to chyba jedno z najpiękniejszych wyznań miłości w polskiej piosence w ostatnich latach. Jest pozbawione banału, a to nieczęsto się zdarza.
Lesław: To prawda. Większość twórców piosenek pisze o miłości w sposób powierzchowny. Z drugiej strony – nie jest łatwo po tylu piosenkach o miłości, jakie powstały na przestrzeni lat – znaleźć nowe sposoby na wyrażanie tego uczucia w sposób oryginalny i prawdziwy.

MM: „Szyfry” mają dwie części. Mnie kojarzą się muzyką do jakiegoś filmu szpiegowskiego.
Lesław: Te miniatury zainspirowane są muzyką filmową. Często kiedy tworzę tego typu nagrania, myślę kategoriami muzyki filmowej. Akurat „Alfa Centauri” i „Szyfry” bardziej nadawałyby się chyba do seriali. Pierwszy z nich do serialu science fiction. Drugi do serialu dla trudnej młodzieży (śmiech)

MM: „Upiory” i „Horyzont” mają ciekawą cechę, która nieczęsto się już zdarza w muzyce – one się kończą wyciszeniami.
Lesław: Zawsze to kochałem, zwłaszcza w dzieciństwie kiedy zaczynałem słuchać płyt. W mojej twórczości jest bardzo dużo wyciszeń. Jest w nich coś bardzo smutnego.

MM: Z drugiej strony – czemu „Walka z instynktem” się tak urywa i od razu wchodzi „Horyzont”?
Lesław: Tak wyobraziłem sobie ingerencję cenzury, ponieważ ta piosenka jest niepoprawna politycznie. To piosenka o stanie umysłu współczesnego człowieka. Dotarło do mnie w pewnym momencie, że w imię utopii, tworzenia raju na Ziemi, powstały najgorsze rzeczy takie jak obozy koncentracyjne. Wszystkich, którzy stawali na drodze tej utopii, umieszczano w tych obozach.

MM: „Horyzont” ma jednak pozytywny wydźwięk.
Lesław: To piosenka zarówno o mnie, jak i o zespole. Pisząc go, starałem się, by brzmiał dwuznacznie. Użyłem tu liczby mnogiej. To o mnie i o osobie lub osobach, które idą ze mną. Z każdą kolejną płytą bardzo się zmienialiśmy jako zespół. Dotyczy to zarówno Partii, jak i Komet. Ciągle się zastanawiam, co dalej.

MM: Wspomnieliśmy już Roberta Srzednickiego ze Studia SERAKOS, który tę płyty realizował – po raz kolejny zresztą w waszym przypadku. Na jakich instrumentach zagrał na płycie?
Lesław: Na różnych. Robert jest multiinstrumentalistą i geniuszem muzycznym. Jest moim konsultantem. Po tylu latach współpracy on i jego żona Magda stali się bardzo bliskimi mi ludźmi. SERAKOS jest moim drugim domem. Bardzo dobrze się tam czuję. Poza tym to jedyne studio, w którym jestem w stanie uzyskać takie dźwięki, które słyszę w głowie.

MM: Swoją drogą, jak się ma „Alfa Centauri” do waszej twórczości?
Lesław: To wynika z tego, że gdy zacząłem pracować nad pierwszymi piosenkami, odkryłem, że dostrzegam w nich pewien pierwiastek kosmiczny. Zacząłem się interesować kosmologią. Myślę, że w wielu piosenkach na tej płycie słychać echa tych zainteresowań. Wiedziałem, że chcę zrobić płytę, która będzie esencją Komet. Natomiast tytuł zaczerpnąłem z filmu science-fiction, który oglądałem we wczesnym dzieciństwie. Nie pamiętam tytułu, ale zapamiętałem, że była w nim mowa o przybyszach z Alfa Centauri. I kiedy zorientowałem się, że w wielu nowych piosenkach jest wątek kosmiczny, narodziła się idea tej płyty.

MM: I tu chyba dochodzimy do puenty. Mam wrażenie, że twoja twórczość, jestestwo artystyczne, to swoista enklawa. Żyjesz i tworzysz w bezczasie. To, w jakich częstotliwościach ukazują się twoje płyty nie ma znaczenia.
Lesław: Tak właśnie jest. Mody, które przychodzą i odchodzą, w żaden sposób nie wpływają na zawartość płyt. Kiedy nagrywałem pierwszą płytę Partii, ona nie miała nic wspólnego z tym co było wówczas modne. Zawsze szedłem własną drogą.

Rozmawiał: Maciej Majewski

WARTO POSŁUCHAĆ: https://youtu.be/OWXyJnZn-8s

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.