Wielka sztuka jest tajemnicza i niedopowiedziana…

0
81

Kiedy mamy do czynienia z wielką sztuką? Jak ją rozpoznać? O tajemnicach dzieł muzycznych, które są więcej niż samym rzemiosłem rozmawiamy z Tomaszem Radziwonowiczem, skrzypkiem-solistą, dyrygentem i kompozytorem, który współtworzył aranżacje na najnowszą płytę pianistki Beaty Szałwińskiej pt.: „Jej Portret”.

 

Panie Tomaszu, jak rozpoznać, że oto mamy do czynienia z wielkim dziełem muzycznym?

Gdy obcujemy z jakimkolwiek dziełem sztuki, zawsze mamy do czynienia z tajemnicą, sacrum, czymś ponadczasowym, co przekracza ramy naszej rzeczywistości. Kiedy stoimy na przykład przed rzeźbą Piety w Watykanie – zachwycamy się nie tyle samymi kształtami dzieła Michała Anioła, lecz tym, co jest w nim nienazwane. Wokół rzeźby unosi się jakaś aura, coś, co wywołuje dreszcze, skłania do zadumy. Każde dzieło sztuki ma też swoją odrębną historię, którą wrażliwy odbiorca w jakiś niewytłumaczalny sposób może odczytać.… Podobnie jest z muzyką. Najwięksi artyści tworzą ją tak, by w dźwiękach można było usłyszeć coś więcej niż samą melodię. A ci, którzy ją wykonują – wnoszą swoją ekspresję, wrażliwość, temperament i emocjonalność, tworząc w ten sposób muzyczną opowieść, w której słuchacze mogą się przejrzeć niczym w lustrze. I w tym chyba właśnie jest zawarta tajemnica dzieła sztuki, która pozwala dostrzec kruche piękno świata dzięki wywoływaniu specyficznych uniesień i wzruszeń.

Czy taka właśnie jest najnowsza płyta pianistki Beaty Szałwińskiej?

Płyta „Jej portret” jest dość nietypowa, gdyż pianistka klasyczna wykonuje tu standardy jazzowe opracowane również przez muzyków klasycznych. Moim zdaniem wszystkie utwory na tym krążku mają bardzo silny ładunek emocji. Beata Szałwińska zaprezentowała tu takie światowe hity jak m.in.: Danny Boy, Over the Rainbow, Sophisticated Lady, A Time for Love, Don’t Worry Baut Me czy Jej Portret Włodzimierza Nahornego. Wszystkie opracowania na fortepian są napisane specjalnie dla Beaty Szałwińskiej – przez Frederica Meindersa, ale także przeze mnie, z czego jestem bardzo dumny.

Kiedy Beata Pana o to poprosiła?

Znamy się z Beatą od wielu lat. Beata była uczennicą mojej mamy w szkole muzycznej przy ulicy Miodowej. Już wtedy się wyróżniała, mówiono o niej, że jest nadwrażliwa, niezwykle utalentowana i zapewne będzie jej się ciężko odnaleźć we współczesnym świecie. Nasze drogi zawodowe skrzyżowały się któregoś wieczoru, gdy na pewnym przyjęciu zagrałem na fortepianie „Jej portret”. I to właśnie wtedy Beata zapytała, czy mógłbym napisać opracowanie tej kompozycji specjalnie dla niej. Zgodziłem się bez wahania.

To pewnie była dla Pana przyjemność?

Podjąłem się tego ochoczo, choć nie ukrywam, było to dla mnie pewne wyzwanie. Proszę zauważyć, że nie jestem pianistą, lecz skrzypkiem i dyrygentem. Ale zgodziłem się napisać te aranżacje, bo zawsze lubiłem jazz. Standardy jazzowe są dla mnie nieustającą inspiracją, a wielkich jazzmanów podziwiam nie tylko za piękne melodie, ale też za sztukę improwizacji, dzięki której mają pewną przewagę nad nami, tzw. muzykami poważnymi. Miałem też zaszczyt poznać osobiście wielu tak niezwykłych twórców jak Włodzimierz Nahorny – autor wielu wspaniałych utworów. Poza tym mam brata Karola, który jest wielkim pianistą i z którym mogłem konsultować te opracowania. W moich interpretacjach chciałem przekazać całe piękno melodyki i oddać klimat tych małych arcydzieł, które wybrała Beata. A resztę zrobiła już jej wrażliwość…

I powstała niezwykła płyta…

Kompozycje grane przez Beatę to jedne z najpopularniejszych piosenek o miłości. Znajdziemy tu takie utwory, które również można grać na bis przy okazji koncertów albo recitali tzw. muzyki poważnej. Opracowując je, starałem się, by każda zwrotka miała inny akompaniament, co wprowadziło specyficzną narrację muzyczną. Starałem się, by szata dźwiękowa była bogata w emocje.

Samo wydawnictwo też robi niesamowite wrażenie.

Płyta „Jej portret” została nagrana w studiu im. Witolda Lutosławskiego – wielkiego kompozytora, który zwykł powtarzać: „pisz taką muzykę, jakiej sam chciałbyś słuchać”. To studio słynie z doskonałej akustyki, płyta jest więc nagrana w najwyższej jakości dźwięku. Do tego grafika jest po prostu niebywała, doskonale nawiązująca do stylu artystki – romantyczna, bogata w mnogość elementów, zanurzona w kwiatach…

Wydaje się, że płyta jest trochę za krótka…

Rzeczywiście, ja czuję pewien niedosyt, można by nagrać trochę więcej utworów…. Z drugiej strony niedosyt jest zawsze lepszy niż przesyt, więc nie mówimy ostatniego słowa! Naszą współpracę z Beatą traktujemy jako wstęp do czegoś większego…

Ta deklaracja ucieszy Waszych fanów!

Może nie tylko fanów? W obecnych czasach taka muzyka jest chyba lekarstwem na bolączki świata pogrążonego w pandemicznym rozedrganiu. Przesłanie płyty „Jej portret” nawiązuje w pewnym sensie do mojego „Requiem dla świata”, które zostało wykonane w 2019 roku na 80-lecie II wojny światowej. Mam nadzieję, że oba projekty przybliżą ludziom piękno i dodadzą wiary w to, że prawdziwa sztuka nas wyzwoli… Myślę, że „Jej portret” może stać się pomostem pomiędzy kulturą popularną a kulturą wysoką. Jeżeli ktokolwiek zachwyci się kompozycjami z tej płyty i będzie chciał dalej zagłębiać się w magiczny świat muzyki – poczuję się spełniony. Po to przecież komponujemy te piękne utwory i po to je gramy dla ludzi, by zostały usłyszane. Chcemy też przypomnieć – szczególnie młodemu pokoleniu o dziełach wybitnych twórców muzycznych.

Płytę „Jej portret” polecam wszystkim tym, którzy kochają piękno – być może odnajdą w niej siebie, poczują, że nasz świat może być choć odrobinę lepszy…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.