Ornette: Spotykaliśmy się z kolegami z zespołu, ja sam nagrywałem pomysły w nocy, nad ranem, o której mi się chciało. Nie musiałem nigdzie jechać, za niczym gonić

0
245

Grzegorz „Ornette Stępień powrócił z drugą solową płytą. Przyczynkiem do jej stworzenia stała się pandemia, ale też wsparcie wielu jego przyjaciół i kolegów, którzy na albumie „Możesz wszystko” się pojawili. O szczegółach jego realizacji muzyk opowiedział nam osobiście.

 

 

MM: Utwory „Możesz wszystko” i „Tajemnica” udostępniłeś już parę lat temu. Czemu zatem cała płyta wychodzi dopiero teraz?

Ornette: Tak naprawdę nie miało być drugiej płyty. „Tajemnica” pojawiła się, gdy odpoczywałem w Bieszczadach, w Werlasie i powracały wspomnienia z poprzednich wizyt , koncertów, wypadów i randek. Potem pojawił się pomysł na klip i poniosła mnie fantazja, jak to ma wyglądać. Jakiś czas później w głowie zagrał mi utwór „Po co” i wtedy już czułem, że będzie trzeba nagrać drugą płytę. Ten utwór i teledysk, kręcony z tras i koncertów, ze spotkań z ludźmi, dał mi wiele radości – wyszedł z tego trochę taki dokument. Ten utwór również utorował mi drogę na Festiwal Poland N’ Rock, gdzie zagraliśmy – na dużej scenie i dzień wcześniej na scenie Lecha. Ale już na Poland N’Rock miałem utwory „Możesz wszystko”, „Droga” oraz zespołu Dżem „Wokół sami lunatycy”. Po festiwalu szykowało się dużo koncertów i planów wypuszczenia płyty wczesną wiosną 2020 roku, niestety wszystko się zatrzymało.

MM: Jak więc wyglądała praca nad tą płytą?

Ornette: Gdy zacząłem obserwować, w którą stronę idzie świat, postanowiłem zbudować w piwnicy pracownię i studyjko. Spotykaliśmy się z kolegami z zespołu, ja sam nagrywałem pomysły w nocy, nad ranem, o której mi się chciało. Nie musiałem nigdzie jechać, za niczym gonić. Więc siedziałem i grałem. Koledzy z zespołu przyjeżdżali i pracowaliśmy bez ciśnienia i stresu. Był taki moment w drugim lockdownie, że straciłem nadzieję i uznałem że to nie ma sensu. Wtedy zadzwonił do mnie kolega z nad morza i zapytał, jak żyje i czy może mi jakoś pomóc z płytą. Rozmawialiśmy o muzyce, zainspirował mnie i w ten sposób stał się współproducentem utworu „Mówimy dość”.

MM: Grasz na wielu instrumentach. Dlaczego więc na płycie jest aż tylu gości?

Ornette: W niektórych utworach takich jak „Jej Cień”, nagrałem większość instrumentów. Ale głównie szukam brzmień. Muzykę traktuję jak malarstwo. Staram się używać palet brzmień, a że mam taką możliwość i przywilej znać tylu wspaniałych muzyków, to postanowiłem użyć ich wrażliwości oraz brzmienia w różnych utworach.

MM: A czym kierowałeś się, zapraszając akurat tych, którzy znaleźli się na płycie?

Ornette: Są to moi znajomi, koledzy i znam ich stylistykę muzyczną. Dlatego gdy myślałem o nagraniu gitary slide w utworze „Po co”, od razu pomyślałem o Andzreju Urnym. Kiedy nagrywałem „Tajemnicę”, myślałem o wiolonczeli i nagrywający płytę Adam Dzewiecki podpowiedział mi, że Marcin Mączyński będzie najlepiej pasował klimatem. Marcin Bracichowicz nagrał gitarę akustyczną, bo świetnie ją obsługuje i ma doskonały instrument Taylora, który w tym przypadku zrobił cały napęd. Z kolei Filip Woźniak to świetny perkusista. Ma świetny groove i stylistycznie mocno jest osadzony w soulu i jazzie. Zagrał fenomenalnie w „Tajemnicy” i opowiedział historie w utworze „Jej Cieni”. O każdym z tych artystów można rozpisywać się godzinami – od stylu gry, przez nasze sploty życiowe. Z Markiem Motylskim znamy się od 1996 roku i nagrywałem z nim swoją pierwszą profesjonalną płytę w studio Jacka Mastykarza. Potem wiele lat zasilaliśmy sekcyjnie różne projekty muzyczne. Łukasz Marek ma świetny cios i świetnie się rozumiemy muzycznie i poza również. Z Wojtkiem Fedkowiczem znamy się jeszcze z czasów jego studiów na Akademii Muzycznej w Krakowie, Nagrał całą pierwszą płytę Ornette – „Twarzą w twarz”. A wspomniany Adam Drzewiecki, to genialny muzyk i wszechstronnie utalentowany artysta. Ma swoje studio DMP w Wieliczce, w którym się zadomowiłem. Zna mnie, a ja nie mam przed nim muzycznych tajemnic. Miał duży wkład przy nagrywaniu moich głosów. Natomiast Ola Królik, dzięki której odważyłem się wydawać dźwięki paszczą, potrafi zmotywować jak nikt. Wprowadziła mnie w tajniki śpiewania i operowania głosem. Oaza spokoju, którą można usłyszeć w „Po co” i „Możesz wszystko”. Agnieszka Duszyńska to wiolonczelistka z Trójmiasta, która osiadła w Krakowie. Miałem wizję na wiolonczelę do utworu Dżemu „Wokół sami lunatycy”. Marcin Mączyński był niedostępny i wtedy Adam Drzewiecki przypomniał sobie, że ostatnio w innych nagraniach brała udział taka osobistość. Jak się później okazało – znamy się jeszcze z czasu kiedy grałem z Odziałem Zamkniętym. Historia utworu „Po co” powraca jak bumerang, bo przy tym utworze zaangażowany był również Tomasz Bracichowicz, lider Zespołu Mafia. Wokale nagrywałem w Kielcach, w studio u Tomka pod okiem Macina Bracichowicza, byłego gitarzysty zespołu IRA. Marcin nagrał gitary rytmiczne i bardzo rzetelnie przygotował ślady. To była prawdziwa przygoda przy nagraniach z tymi panami. Inny styl i jakość pracy. Poza tym w nagraniach wzięli udział również gitarzyści z którymi koncertuje i nagranie tej płyty, to tak zwany fundament. Piotr ‚Bzyk’ Sokołowski, to świetny gitarzysta i mocno sterylny muzyk, z którym zaczęliśmy współpracę przy jego projekcie Bzykology, kiedy też próbował złapać oddech od koncertowania w Ziyo. Nasze drogi splotły się w dobrym momencie naszego funkcjonowania na rynku muzycznym, zaś Grzegorz Babisz porusza się w odmiennych stylistykach. Poznałem go gdzieś na trasie. Był, jak się okazało, z Krakowa i później wspólnie grywaliśmy w różnych projektach muzycznych. Po tragicznej śmierci naszego gitarzysty Piotrka Wrzosowskiego, Grzegorz zagrał z nami kilka koncertów i został z nami. Miks dwóch skrajnie myślących muzyków świetnie się uzupełnia. Nie może też zostać pominięty fantastyczny Marcin Dyjak – mistrz harmonijki. Można go usłyszeć na pierwszej płycie Ornette w utworze „To ty” i w utworze „Zasady gry” kompozycji Tadeusza Nalepy. Ten człowiek to muzyczny wulkan który czasami muszę poskramiać w studio I jako muzyk ma wiele do powiedzenia w swojej grze. Zresztą koncertuje na całym świecie grając muzykę filmowa Enio Moricone.

MM: Wziąłeś na warsztat jeden utwór Tadeusza Nalepy i wspomniany utwór Dżemu. Czemu akurat te?

Ornette: W przypadku Dżemu było tak, że mieliśmy zagrać koncert w Riedel Club w Tychach, prowadzonego przez Sebastiana Riedla. Tak się składa, że przy łożku zawsze mam gitarę lub bass oraz czystą kartkę i długopis. Otworzyłem oczy i zagrałem coś na pudle, wysłałem chłopakom, spotkaliśmy się na próbie i zagrało samo. W studio wymyśliłem smyki. Przyjechała wspominana Agnieszka Duszyńska i było super. Po czym w trakcie spotkania przed miksowaniem u Piotrka ‚Dzikiego’ Chancewicza, okazało się że czegoś brakuje – skrzypiec. Jedynym skrzypkiem, jaki mi przyszedł do głowy był Tomek Kasprzyk. Akurat miał chwilę że by wpaść do studia. Więc ponagrywaliśmy warstwy smyków i dzięki temu jest przestrzeń której szukałem. A co do Tadeusza Nalepy i twórczości Bogdana Loebla To wynikało z koncertu w Polskim Radio Rzeszów. Był to ostatni nasz koncert przed rozpoczęciem pandemii. Długo się zastanawiałem, jaki utwór wybrać na ten koncert. Przesłuchując po kolei utwory, uznałem, że ten tekst i ta opowieść oraz ta świeżość i czas, w którym się znalazłem, przemawiał za tym, by przypomnieć słuchaczom coś więcej, niż znane hity.

MM: A kto gwiżdże w „Mówimy dość!”? Ty czy Marcin Czyżewski?

Ornette: Ha, ha, ha, ja! Gdy wpadłem na pomysł tej piosenki, zagwizdała mi się sama i tak została. A Marcin Czyżewski przyszedł mi z wsparciem w chórkach. Znamy się od 2002 roku, kiedy był wokalistą w Oddziale Zamkniętym. Z tym utworem był jeszcze jeden kłopot – brakowało mi w nim trochę napędu, więc poprosiłem mojego przyjaciela, Wojtka Kidonia z którym znamy sie też wiele lat, by mi pomógł i zrobił jakiś napęd w numerze. I zrobił – nagrał żywy i bujający tamburyn.

MM: Te numery są dość podobne. Są utrzymane w bardzo zbliżonej, rockowej stylistyce. Nie ma tam wielu radykalnych zmian w zakresie instrumentarium. W takiej też formie będziesz to prezentował live?

Ornette: Tak, płyta przygotowana została w taki sposób, by można było ją odtworzyć na żywo bez pół-playbacków, loopów i tych wszystkich plastikowych zabawek. Wiadomo, że nie zawsze będziemy mieć tak piękną wiolonczelistkę na koncertach jak Agnieszka, ale może jest to pretekst do zapraszania gości, którzy będą poszerzali i upiększali nasze koncerty. Płyta w moim odczuciu jest zróżnicowana stylistycznie, ale to subiektywna ocena

MM: Będą jeszcze klipy do któregoś z utworów?

Ornette: Tak, na pewno. Już niebawem, bo już 6 sierpnia wraz Telewizją Rzeszów rozpoczynamy zdięcia do „Możesz wszystko”. W planach mam od dawna klipy do „Jej Cień” i „Mówimy dość!”. Właściwie to chętnie zobrazowałbym wszystkie utwory, ale to już pozostawiam w sferze marzeń i przyszłości.

Rozmawiał: Maciej Majewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.