Beniamin Bochnacki (ETA): Słuchałem bardzo dużej liczby albumów, które są mi bliskie, lub nowych albumów kapel, które mnie ukształtowały

0
200

Druga płyta szczecińskiej grupy ETA nosi tytuł „Plan B” i przynosi z jednej strony muzykę nieco bardziej ‘wypolerowaną’, ale i jednocześnie bliższą współczesności i… codzienności. O tym co działo się w zespole w ostatnich latach i o niuansach, jakie kryje nowe wydawnictwo grupy, opowiedział mi jej wokalista i gitarzysta, Beniamin Bochnacki. 

 

 

MM: Od wydania „Nigdy” minęły ponad 3 lata. Co zmieniło się w samym zespole od tego czasu aż do wydania „Planu B”?

BB: Przez ten czas stale zastanawialiśmy się, co przy kolejnej płycie chcemy zrobić inaczej. Wiedzieliśmy już, że mamy skład, który nie zmieniał się w locie, jak przy pierwszej płycie, że część numerów z pierwszej płyty była przyjęta bardzo dobrze. Stąd zaczęliśmy się zastanawiać, co możemy poprawić i jak ulepszyć sprawdzone już wcześniej elementy. Niezwykle ważne dla mnie były tym razem teksty, które przy pierwszej płycie bardzo często były mocno spolaryzowane – zaczynaliśmy w końcu płytę nagrywać, gdy byłem znacznie młodszy. Kończyliśmy ją po dwóch latach zmian koncepcji i zmian w składzie. Przełożyło się to też na teksty, które nie miały wspólnej osi. Nie były w żaden sposób złe, ale tym razem zależało mi na ich większej spójności i przesłaniu. To samo tyczy się także samej budowy numerów i aranżacji. Przy „Nigdy” bardzo chcieliśmy jako młodzi i gniewni ludzie, żeby wszystkiego było ‘dużo’. Solówek, gitar, palm mutingu na zwrotkach, itd. Przy drugiej płycie wielokrotnie, wspólnie z Przemkiem ‘Perłą’ Wejmannem, dochodziliśmy do wniosku, że ta wydawałoby się ‘pusta’ przestrzeń jest też bardzo istotna, bo numer musi zwyczajnie oddychać. Paradoksalnie często jeden dźwięk po dynamicznej pauzie potrafi uderzyć o wiele mocniej, niż kilka rozkrzyczanych gitar. Sam skład i nasze relacje też bardzo mocno ewoluowały. ‘Rozrośliśmy się’ o klawisz, zmienił się perkusista… Wszystko to, mam nadzieję, słychać na płycie, ponieważ chcieliśmy dać też stosowną przestrzeń w aranżacjach właśnie dla nowych chłopaków – Jędrka i Szymona.

MM: A z czego wynikała potrzeba wzbogacenia instrumentarium? Ten na „Nigdy” się nie sprawdził?

BB: Jak najbardziej sprawdził, jednak pomyśleliśmy, że wzbogacenie naszych piosenek o pianino oraz potężne, elektryczne synthy, da nam spektrum nowych możliwości, jeżeli chodzi o aranżację. Co ciekawe zresztą – nawet w przypadku znanych, amerykańskich kapel, coraz częściej pojawiają się takie elementy. I to wszystko w składach, które przez wiele lat miały dość ‘oldschoolowe’ podejście (bas, perkusja, gitara, wokal). Co jednak ważne, to nie jest tak, że „Plan B” to po prostu „Nigdy” z dociśniętym nogą pianinem i elektroniką. Każdy z nas wyznaczył sobie cel, by rozwinąć się muzycznie, stąd można nazwać finalny efekt naszym delikatnym ‘odrodzeniem’.

MM: „Plan B” brzmi także znacznie bardziej przejrzyście, niż „Nigdy”. To była sugestia Perły, by takie brzmienie nadać całości?

BB: Zdecydowanie było to nasze założenie, odkąd zacząłem tworzyć w domu dema tych numerów. Słuchałem bardzo dużej liczby albumów, które są mi bliskie, lub nowych albumów kapel, które mnie ukształtowały. Zauważyłem, że czasami coś, co wydawało mi się ‘gęste’ przy pierwszym przesłuchaniu to w rzeczywistości… jedno uderzenie w przesterowaną gitarę. To właśnie wyczucie, odpowiednia sekcja rytmiczna i dynamika, powodują ten efekt – nie gęsta gra na gitarze. I tak np. za każdym razem w demach pilnowałem sam siebie, by zrobić akcent tylko w danym momencie, obojętnie, czy wbijając wersje demo basów, bębnów, gitary, czy wokali. Wszystkie dema zawsze wysyłam chłopakom jako gotowe piosenki, z nagranymi przeze mnie instrumentami. Potem dopiero każdy z nich myślał o numerze samym w sobie i swoich partiach. Nie lubię pokazywać czegoś, co nie jest skończone – to tak jakby DaVinci pokazywał do połowy ukończoną Monę Lisę. Damian, Kamil, Jędrek i Szymon od razu podchwycili większość numerów demo właśnie ze względu na ich dynamikę i melodyjność, a Perła mocno przypilnował finalnie tego, by wizja z demo zabrzmiała jeszcze lepiej. Stąd na miejscu w studio dobieraliśmy np. odpowiednie blachy dla Jędrka, brzmienia klawisza dla Szymona, odpowiednie ustawienia wzmacniacza basowego dla Damiana, czy porównywaliśmy wzmacniacze gitarowe (często te same modele, tylko z różnych lat produkcji!), byśmy mogli nagrać z Kamilem gitarki. Jednym słowem: masa pracy została włożone w same aranże już przy demach, a potem na etapie samej realizacji nagrań z Perłą w Perlazza Studio.

MM: Graliście na sporej ilości festiwali i przeglądów. Nawiązując do utworu „Lubię to”, spotkała Was podobna sytuacja, jak w tekście tego numeru?

BB: Fajnie, że o to pytasz. Niestety tak, w kilku miejscach, chociaż paradoksalnie były to miejsca, gdzie udało nam się mimo wszystko zdobyć fajne pozycje lub nagrody. Najbardziej chyba bolą sytuacje, gdy sam organizator przymyka na takie rzeczy oko – w końcu czy to bot, czy nie, ruch na stronie będzie się zgadzał, podobnie jak wykresy popularności danej strony w Excelu. „Lubię to” ma też drugie dno – nawiązuje do ery, w której przyszło nam żyć. Każdy lajk, stream, wyświetlenie etc., to tak naprawdę ‘głos ludu’, niczym kciuk w górę lub w dół w starożytnym Rzymie. Nie masz odpowiedniej ilości lajków, subów itp.? To spadaj, nie jesteś nic wart! Tutaj już można tak naprawdę podstawić pod to ‘równanie’ każdą branżę naszego życia. Stąd bardzo ciężko nieraz jest przebić się przez te praktyki, jednak zawsze wychodzimy z założenia, że to, co jest dobre, przy konsekwentnej pracy, zawsze w jakimś stopniu obroni się samo. Być może „Plan B” nie wpisze się w ten schemat – nie nam oceniać. Na razie nie narzekamy na brak pozytywnego feedbacku, jednak jak go zabranie, będzie to dla nas sygnał, że możemy stworzyć 3. płytę, która będzie jeszcze lepsza.

MM: Czy „Koniec gry” jest wymierzony w rodziców?

BB: Zdecydowanie nie. Moi Rodzice to ludzie, którzy zawsze i wszędzie mnie wspierali, nawet gdy było ciężko. Myślę, że oni też próbowali od dziecka zaszczepić we mnie wrażliwość na muzykę. „Koniec gry” to tekstowy zlepek sytuacji, z którymi borykałem się ja sam, lub bardzo bliskie mi osoby. Ciągła krytyka, nierealne oczekiwania, wbijanie noża w plecy, a przede wszystkim manipulacje. Powiedziałbym, że można tutaj wyczuć inspirację „Master of Puppets”. Nie chcemy, by ktokolwiek mówił nam, jak mamy żyć, co robić i co jest jedyną słuszną opcją. Niestety, kilka miesięcy po nagraniu tej piosenki w Polsce pojawiły się okoliczności, które jeszcze dobitniej wpasowały się w sam wydźwięk numeru.

MM: Zanim zapytam Cię czy „Folwark” nawiązuje do „Folwarku Zwierzęcego”, to powiedz, skąd obok psa i lwa pojawia się wąż?

BB: Wąż z marszu wydaje nam się kusicielem, fałszywcem i wszystkim tym co podstępne. Pies to z reguły przyjaciel i obrońca domu. Lew to z kolei król zwierząt – odważny i waleczny. To stopniowanie nie jest tutaj przypadkowe. Natomiast zaczekam z pełnym wyjaśnieniem, gdy bezpośrednio zapytasz o „Folwark”, by nie wybiegać przed szereg za szybko!

MM: Właśnie w tym się zawiera poniekąd to pytanie – ten wąż zdaje się mieć najwięcej władzy, niczym knury w „Folwarku Zwierzęcym” Orwella

BB: I tak i nie. Wąż wyrządza w piosence największe szkody, a przy okazji ‘wraca jak do siebie’. Jednak tak naprawdę chodziło mi o dwie rzeczy: po pierwsze trawa jest zawsze bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma. Po drugie, zawsze liczymy, że pojawi się jakaś nowa opcja, która wydaje się nam lepsza, jednak z czasem pokazuje prawdziwe oblicze. Suma summarum, zwierzęta jednak tylko chcą jeść, gdy zabraknie im pożywienia, zjedzą nas. To mały przytyk w stronę polityki i sposobu naszego myślenia, ale nie tylko. Potężne korporacje rządzące światem, konsumpcjonizm to chleb powszedni. A w środku tego całego burdelu stoimy my. Ile jeszcze zniesiemy, co mogą nam wszyscy zabrać na samym końcu? Z pozoru wszyscy ‘władcy świata’ toczą ze sobą wojnę w naszej sprawie – by żyło się lepiej, wygodniej, etc., a w praktyce mają ten sam cel.

MM: Mówisz, że „Nigdy” miało was przedstawić jako młodych-gniewnych. Odebrałem tamtą płytę jako bardziej… poetycką. Tymczasem „Plan B” wydaje mi się znacznie bliżej codzienności, bo oprócz tych tematów, o których wspomniałeś, traktuje o takich ‚przyziemnych’ rzeczach jak chociażby randka z dziewczyną w „Zostań na noc”

BB: Pod kątem tekstów „Nigdy” zdecydowanie było bardziej poetyckie. Pod kątem muzycznym myślę, że często agresywniejsze. Ale bardzo ciekawie to określiłeś. Tak, „Plan B” to już bardziej kierunek przyziemny. Powiedziałbym nawet, że przy tej płycie o wiele bardziej chciałem pisać o tym, co się dzieje w moim życiu, lub życiu moich bliskich. Naprawdę cholernie dużo działo się w czasie nagrywania tej płyty… Mój poprzedni związek rozpadł się po wielu latach, ciężko mi było sobie poradzić w tej sytuacji z dorosłym i samodzielnym życiem… Stąd też wymowny tekst i teledysk do „Radioaktywnych”. Damian został Tatą, Szymon pokonał nowotwór, Kamil skończył studia i zaczął inny etap życia, niż dotychczas, a Jędrek uratował nam tyłki i nauczył się obu płyt w miesiąc (no i oczywiście drugą nagrał w Perlazza Studio), ponieważ bębniarz, który grał z nami rok czasu, przestał z nami grać dwa miesiące przed wejściem do studia… Do tego pandemia, dużo koncertów, które zagraliśmy pomimo tego, radzenie sobie w tych wszystkich chwilach… Myślę, że każdy tekst odpowiada temu, co się działo u każdego z nas i dla każdego ważny jest jakiś inny. Jako ciekawostkę powiem, że tekst do ”Zostań na noc”, to po prostu zdanie wypowiedziane przeze mnie do mojej narzeczonej, a zaraz przyszłej żony (śmiech). Wszystkie te teksty nawiązują do czegoś, co faktycznie miało miejsce, bo zdałem sobie sprawę, że na pierwszej płycie pisałem ‘dla ludzi o ludziach’. Ale… Ja też jestem tym ‘ludziem’ i może jacyś inni ludzie będą chcieli posłuchać o tym, co spotkało mnie, chłopaków z zespołu i moich bliskich?

MM: Planujecie jeszcze jakieś klipy do któregoś z numerów z tej płyty?

BB: Tak, obecnie montujemy klip do „Zostań na noc”, który będzie totalnie inny i mniej poważny, niż ten do „Radioaktywnych”. Chcemy znowu uzyskać klimat „OK” i naszych wzorców pokroju Sum 41, Foo Fighters, Blink-182… Wcielimy się w wiele ról, a przy okazji swój debiut teledyskowy będzie miała tutaj Zuza, która na koncertach razem z Paulą obstawiają dodatkowe wokale. Ale jeszcze szybciej pojawi się nie tyle teledysk, co efekt niesamowitej współpracy ze Szczecińską Ligą Superbohaterów. Utwór „Herosi” zostanie wykorzystany do podsumowania wideo ich wspaniałej, dziewięcioletniej działalności charytatywnej dla dzieci w hospicjach oraz szpitalach. Robią naprawdę mega robotę i cieszymy się, że nasza piosenka z okazji ich urodzin będzie wykorzystana w ten sposób. Oczywiście ten klip też pojawi się na naszym kanale YouTube.

MM:A co z koncertami? Zdążycie coś jeszcze zagrać tego lata?

BB: Chcemy na pewno zakończyć sezon letni z przytupem, planujemy zorganizować coś samodzielnie. Natomiast pojawiły się opcje bardziej wyjezdne we wrześniu, jednak ze względu na strach przed IV falą pandemii, wielu organizatorów trzyma jeszcze rękę na pulsie.

 

1 października, o ile nic się nie zmieni, niezależnego od nas, to prawdopodobnie zagramy w ramach Punky Reagge Live w Szczecinie u boku naszych Przyjaciół z zespołu Farben Lehre, z którymi zagraliśmy już naprawdę dużą ilość koncertów i są dla nas swego rodzaju ‘mentorami’. Będziemy też mieli wtedy okazję stanąć na scenie obok Sexbomby i Zenka Kupatasy. No i liczę, że jesienią nie będzie to nasz jedyny koncert.

Rozmawiał: Maciej Majewski

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.