„Nie traktuję muzyki jak skrojonej miniaturki” – rozmowa z Łukaszem Łyczkowskim

0
293

Łukasz Łyczkowski & 5 Rano wydali właśnie album „Credo”. Materiał powstawał w trakcie pandemii, choć nie odbiło się to szczególnie na jakości płyty – zespół nadal prezentuje mieszankę rocka i hard rocka w odrobinę oldschoolowym wydaniu. O procesie powstawania płyty opowiedział mi jego wokalista i autor testów – Łukasz Łyczkowski.

 

 

MM: Mówicie, że to wasze najważniejsze dotychczasowe dzieło. Od wydania „Korzeni” minęły prawie 4 lata. Co zatem działo się w zespole w tym czasie?

ŁŁ: Zaraz po premierze albumu ,,Korzenie” rozpoczęliśmy trasę koncertową, aby skonsumować chwilowe zainteresowanie ludzi moją osobą po „The Voice Of Poland”. Całe szczęście zdążyliśmy sporo pograć przed lockdownem. W marcu 2019 roku zdecydowałem się zrobić operację kręgosłupa i gdy się wybudziłem, nastała pandemia. Od tej pory oddaliśmy się komponowaniu, większość tekstów, muzyki właśnie wtedy powstała na nowy album. W odróżnieniu od mainstreamowych artystów nie narzekaliśmy na nasz los, bo gdy wszystkim było źle, zakasaliśmy rękawy, nie prosiliśmy się o dotacje. Jak zwykle liczyliśmy tylko na siebie i robiliśmy swoje.

MM: „Credo” nagrywaliście od maja do listopada. Do tamtego momentu trwał proces twórczy?

ŁŁ:  Proces twórczy jest dla mnie nigdy nieskończony. Nawet w dniu zamknięcia prac nad albumem jeszcze coś chciałem zmieniać. Ja w zasadzie chyba ciągle jestem w tzw. ”procesie twórczym”. Już mam w głowie nową muzykę.

MM: To kto Cię ‚stopował’? Koledzy z zespołu, czy realizator Piotr Zegzuła?

ŁŁ: Trzeba całego teamu by stopować Łyczka (śmiech). I zespół, i Piotrek, i na końcu miksujący wszystko Daniel ‘Azar’ Arendarski.  Na przykład w utworze tytułowym marzyła mi się orkiestracja symfoniczna… Ale i tak wycisnąłem co się da od siebie i jestem usatysfakcjonowany efektem końcowym.

MM: A jak było z tekstami? Pisałeś je trakcie rekonwalescencji?

ŁŁ: U mnie pisanie tekstów zawsze przychodzi żmudnie, w bólu twórczym. Rzadko przelewam coś w natchnieniu na papier. A tym razem naprawdę ‘zatkałem się’ na ładnych kilka miesięcy. Bałem się, że zatraciłem umiejętność pisania. Pierwszy po tym czasie narodził się tekst do ,,Niepokonanego”. Trwało to długo, latały zeszyty po pokoju. Ale stopniowo wróciłem do swojego rytmu tworzenia.

MM: Coś szczególnego Cię ‚odblokowało’?

ŁŁ: Nic szczególnego w zasadzie. Tylko po prostu Łyczkowski musiał sam z sobą poukładać myśli, by znaleźć spokój wewnętrzny, aby znów pisać od serca, prosto z bebechów.

MM: Płyta brzmi momentami dość oldschoolowo. Nagrywaliście na taśmę?

ŁŁ:  Marzyliśmy o tym, ponieważ jesteśmy wychowani na brzmieniu analogowym, lampowym. Natomiast jest to proces rejestracji finansowo drogi. Nie stać nas jeszcze na aż taki rozmach i hołd klasycznemu brzmieniu. Marzymy także by wydać ,,Credo” na vinylu dla własnej satysfakcji. Droga zachcianka, ale powolutku spełniamy marzenia.

MM: Utworów nie jest dużo, bo raptem 9, ale niektóre są dość długie – mają ponad 7 minut.

ŁŁ: Utworów jest w sam raz – takiego zwartego dzieła życzył sobie ‘Łabędź’, nasz gitarzysta. Natomiast jeśli chodzi o ich długość, to w tym zespole nie ma żadnych granic w tworzeniu, czy w czerpaniu z różnych gatunków. Innymi słowy – nie po drodze nam z wymogami mediów, które są absurdalne i urągają kompozytorom. Nienawidzę limitu 3 min 30 sekund! Nie traktuję muzyki jak skrojonej miniaturki, potworka muzycznego.

MM: Szkoda, że jest tak mało improwizacji – ta, która jest w „Oni chcą całego ciebie” wypada świetnie.

ŁŁ: Dzięki, jesteśmy rozkochani w jam bandach takich jak Allman Brothers Band czy Gov’t Mule. Jest to pierwsza nieśmiała próba zabawy muzyką. Zapraszam Cię na koncert, tam jest tych „wycieczek w nieznane” o wiele więcej. Improwizacja to trudna sztuka i łatwo się zgubić, pójść w przerost formy nad treścią. Ciągle się uczymy tego.

MM: Rozumiem, że to Sebastian Riedel zagrał na harmonijce w „Złotobrudnym”?

ŁŁ: Tak, było to zupełnie spontaniczne. Taki jest Bastek – naturalny, nieokiełznany. Tak czuł i zrobił po chwili. Nie zapomnę tego jak rzekł: „Czekaj no, w aucie mam harmonijkę”. Przyniósł, zagrał i… magia. Zupełnie spontanicznie, jedno podejście. Podobno jaki Ojciec taki syn…

MM: Płytę zamyka utwór do „Do dna”, który brzmi niczym modlitwa.

ŁŁ: Ten utwór jest mozaiką, wypadkową aż czterech zalążków pieśni melodii, które sobie wykombinowałem. Jak pewnie zauważyłeś, ma zmiany dynamiki tempa i rytmu. To wynik połączenia kilku odrębnych pomysłów. Jeśli zaś chodzi o zamysł tekstu to… Myślę, że ja raczej poezji nie tworzę i przekaz jest czytelny. Może tak spróbuję wytłumaczyć – staram się żyć do dna, kochać do dna i jak piję to też do dna (śmiech).

MM: Wspomniałeś o koncertach. Gdzie będzie można was zatem usłyszeć na żywo?

ŁŁ: Teraz czas na specjalny koncert w rodzinnym Sulęcinie. Zagramy cały album i specjalny tzw. ,,bukiecik nieżyczeń” do Putina… A potem gramy, ile się da. Połowa klubów padła po covidzie, więc nie jest to proste.

Rozmawiał: Maciej Majewski

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.