Maciej Sadowski: Każda nuta jest zapisana wcześniej…

0
290

Maciej Sadowski to kontrabasista, aranżer i wzięty muzyk sesyjny, a do tego płodny artysta. Nam zajmująco opowiedział o swoich dwóch projektach: Maciej Sadowski Kwadrat, z którym niedawno wydał płytę „Jazz dla zwierząt” oraz LowBow – duecie z Małgorzatą Znarowską, z którą nagrał i właśnie wydał płytę „murmurs”.

 

 

MM: „Jazz dla zwierząt” jest opisany jako ‘niejazz’. Czemu tak?

MS: Po pierwsze – ma się nijak do jazzu tradycyjnego. Po drugie – nijak ma się do jazzu współczesnego, który jest nadziany współczesną harmonią i różnymi połamanymi rytmami. A ta płyta jest prosta. Jedyne, co ją wyróżnia, to szaleństwo kolektywnej improwizacji, jaką uprawiamy w Kwadracie. Do tego wszystko ‘zalane’ jest elektroniką.

MM: Na płycie występują trzy części utworu „Dziadek Mróz”. Zastanawiam się jednak, czy to rzeczywiście są historie zaszyte w historii… Bo z jednej strony brzmi to jak trzyczęściowa opowieść, a z drugiej – wszystkie części ogromnie różnią się od reszty.

MS: Różnią się od reszty, ponieważ potraktowaliśmy je zdecydowanie bardziej klasycznie, niż pozostałe numery. Jest tu po prostu mniej destrukcji (śmiech). Mają charakter nieco ‘teatralny’. Mieliśmy więcej przygotowanych części, natomiast stwierdziliśmy, że przeznaczymy je na kolejne wydawnictwa. To są zresztą utwory zainspirowane moimi rodzinnymi stronami, a mianowicie – Suwałkami. Miałem przed oczami te mroźne zimy z dzieciństwa (śmiech). Postanowiłem zrobić taką wieloczęściową opowieść o Dziadku Mrozie.

MM: W utworze „Pożar w cyrku”, w którym grasz na kontrabasie smyczkiem, tym samym czyniąc z niego także w jakimś sensie wiolonczelę.

MS: Rzeczywiście, używam dużo smyczka, bo z wykształcenia jestem również kontrabasistą klasycznym, grywającym w orkiestrach symfonicznych. Staram się to wykorzystywać w swojej muzyce, ponieważ uważam, że można jej możliwości cały czas pokazywać na różne sposoby. Nie jest to może coś odkrywczego w jazzie, bo smyczek wykorzystywał wcześniej chociażby Paul Chambers. Z kolei użycie elektroniki nawiązuje do sceny skandynawskiej. Staramy się jednak robić to wszystko we własny sposób. A wracając do „Pożaru w cyrku” – gram tam smyczkiem, ale na to są nałożone 4 przestery. Brzmi to trochę jak gitara, ale jednak to wciąż jest kontrabas. Posiadam własne efekty, ale podczas postprodukcji zostało to jeszcze podkręcone. Nie mamy jednak problemu z odtwarzaniem tego brzmienia na żywo.

MM: A czy na samą płytę nagraliście więcej kompozycji?

MS: Tak, zarejestrowaliśmy w studio sporo muzyki. Samych moich kompozycji było 13. Do tego cały set improwizowany. Mamy w planach wydać coś z tej sesji. Stwierdziłem jednak, że ten materiał ma w sobie takie różnice, że podzielę to na poszczególne wydawnictwa.

MM: W przypadku LowBow, sytuacja jest odmienna. To zupełnie inny projekt, płyta „murmurs” to inny pomysł, bo całość brzmi nawet nie jak muzyka filmowa, ale wręcz jak soundtrack do serialu, ponieważ zawiera mnóstwo różnych aspektów.

MS: To jest przede wszystkim znacznie trudniejsze wykonawczo. Cała muzyka napisana jest na kwartet smyczkowy, ale składający się z dwóch kontrabasów i dwóch wiolonczel. Wykonujemy wszystko z Małgorzatą Znarowską w duecie na wiolonczelę oraz kontrabas i jednocześnie loopujemy się na żywo. Płytę rejestrowaliśmy też we dwójkę, ale osobno nagrywaliśmy wszystkie ślady. Na żywo jest to znacznie trudniejsze i wymaga dużej zręczności, zwłaszcza po stronie realizatora. Ale przede wszystkim skład, a właściwie instrumentarium jest unikatowe, nawet w skali światowej. Nie ma bowiem muzyki na kwartet z dwoma wiolonczelami i dwoma kontrabasami. To jest mój pomysł (śmiech). Ze względu na instrumentarium LowBow pasuje do „Warszawskiej Jesieni”. Natomiast nie pasuje tam ze względu na ilustracyjność muzyki. To są proste, ładne melodie, które mają pobudzać wyobraźnię. Zresztą pisząc muzykę na „murmurs”, miałem w głowie pewne obrazy. To już niekoniecznie pasuje do wizji muzyki. Ostatnio w muzyce smyczkowej panuje sonorystyka, odchodzi się od melodii i harmonii, zwracając większą uwagę na samą barwę. Tutaj postanowiłem jednak pójść w kompozycje. Każda nuta jest zapisana wcześniej. Prawie wszystkie interpretacje i aranżacje zrobiłem sam. W dwóch kompozycjach pomogła mi Małgorzata.

MM: To jest bardzo mądrze ułożona muzyka tła…

MS: Masz rację. Zresztą sam się na tym złapałem, że tej muzyki świetnie się słucha, robiąc inne rzeczy (śmiech). Do miksów też podeszliśmy klasycznie, żeby nie kompresować tego materiału i żeby to „nie krzyczało”. Staraliśmy się, aby był balans między cichymi fragmentami a głośniejszymi. Chcieliśmy zawrzeć całą dynamikę, która jest w tym zapisie, w tych nutach, które przygotowałem.

MM: Czemu na płycie są „Szeptuchy II”?

MS: Ponieważ pierwsza część jest na naszej epce. Zresztą dobrze, że nawiązałeś do tego numeru, bo LowBow zaczęło się właśnie od „Szeptuch”. To utwór, który napisałem na zamówienie do dokumentu filmowego o Szeptuchach z Podlasia. Napisałem muzykę na kwartet kontrabasowy, ale ponieważ zabrakło funduszy, nagrałem wszystko sam. Poszedłem do studia, nagrywam poszczególne linie i łapię się na tym, że w pewnym momencie mam problemy wykonawcze (śmiech). Były zbyt wysokie dla kontrabasu rejestry i na dodatek bardzo mało czasu na rejestrację. Okazało się, że materiał mnie przerósł. Poprosiłem o pomoc Małgosię. Przyjechała do studia, nagrała pierwsze partie i okazało się, że uzyskaliśmy zupełnie nowe brzmienie, które mnie zaskoczyło. Stwierdziłem, że muszę to kontynuować i tak powstał projekt LowBow. Dalszy materiał pisałem już także biorąc pod uwagę udział Małgosi.

MM: A skąd wziął się w tym wszystkim Glowworm, czyli Kevin Scott Davis?

MS: To jest bardzo ciekawe. Kevin napisał do mnie pewnego dnia na Instragramie, podjarany tym, co robimy. Zapytał, czy nagramy coś do jego produkcji. Zaskoczyło mnie to, bo kompletnie gościa nie znałem, a okazało się, że na Spotify jego utwory mają miliony wyświetleń. Posłuchałem jego muzyki i bardzo spodobały mi się jego ambientowe tła. Zgodziłem się na zasadzie, że my dla niego nagrywamy smyczki, a on dla nas ambienty. Nawiązaliśmy przez internet naprawdę bliską więź, podobnie „gra nam w duszy”. To pierwsza w moim życiu całkowicie internetowa przyjaźń – i od razu tak twórczo płodna.

MM: Czy te płyty wyjdą na winylach?

MS: Bardzo bym chciał. Specjalnie nagraliśmy to także w wysokiej jakości. Pozostaje kwestia kosztów. Czekamy. Ale marzy mi się wypuszczenie tego na winylach.

MM: A koncerty?

MS: 26 stycznia gramy z Kwadratami w Warszawie w „BARdzo bardzo”. Dzień wcześniej gramy w Łodzi. Jeśli chodzi o LowBow, to planujemy premierę 9 stycznia podczas Dni Muzyki Nowej w Gdańsku. Poza tym dłuższą trasę chcemy zagrać przyszłą jesienią, bo zastanawiamy się, jak ściągnąć do Polski Kevina. Wszystko jest w planach.

Rozmawiał: Maciej Majewski

WARTO POSŁUCHAĆ:

LowBow „Forest” feat. Glowworm: https://www.youtube.com/watch?v=g9bSHtrFcl8

Maciej Sadowski Kwadrat „Pożar w Cyrku”: https://www.youtube.com/watch?v=pHgwz_ehTVU

                                                                                             

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.