Jarosław Daniel: Chodzi o dobrą zabawę. Naszą i Waszą…

0
183

Krakowska grupa Stonerror niedawno wydała swój drugi album „Widow In Black”. Stawiając na luźniejszą i bardziej otwartą formułą, zabierają słuchacza w podróż, przepełnioną klimatem pustynnym, przestrzennym, a przede wszystkim mocno gitarowym. O szczegółach nowego wydawnictwa opowiedział nam gitarzysta grupy Jarosław Daniel.

 

MM: Po dość nośnym debiucie, „Widow In Black” jawi bardziej się jako jam session. Ma też w sobie klimat płyty drogi. Skąd takie podejście?

JD: My tak tego nie odbieramy. Płyta faktycznie brzmi bardziej jak jam session. To chyba zasługa tego że za gitarę złapał Łukasz (Mazur, wokalista zespołu – przyp. MM) i to, że wszystko nagrywane było live na tzw. setkę.

MM: Myślę, że moglibyście spokojnie grać dalej następne 44 minuty… Czy coś z tego, co zarejestrowaliście, nie weszło na płytę?

JD: Płyta powstawała w dużej mierze w studiu, dlatego zarejestrowaliśmy tyle, ile zostało opublikowane. W związku z tym nie niepublikowanych nagrań.

MM: Ponownie wsparł Was produkcyjnie i muzycznie Maciek Cieślak. Zastanawiam się, czy nie prościej by go było przyjąć do składu na stałe.

JD: Tak naprawdę to nieformalny członek zespołu. O pracy z Maćkiem myślałem od pierwszego koncertu Ścianki, na którym byłem jeszcze w latach 90’. Teraz współpracujemy na różnych poziomach, nie tylko muzycznych. Jeśli będziemy grać w Trójmieście, to Maciek na 100% pojawi się z nami na scenie.

MM: A kto zagra jego solówki, gdy nie będzie go na koncertach?

JD: Sam stwierdziłeś że płyta brzmi jak jam session. 80% partii solowych na „Widow In Black”, to czysta improwizacja, podobnie zresztą jak na poprzedniej. Na koncertach nasze utwory się zmieniają i ewoluują. Nie widzę tu żadnego problemu (śmiech). W pierwszym utworze są nagrane 4 solówki równocześnie. Raczej nie powtórzymy tego dźwięk po dźwięku (śmiech).

MM: Dlatego się zastanawiam, jaką formułę będą miały teraz wasze koncerty. Bo debiut był dość ‚piosenkowy’, a tu jest raczej luźno.

JD: Ramy utworów pozostają, natomiast części improwizowane zmieniają się w zależności od okoliczności. Inaczej gra się w klubach, a inaczej na większych scenach. Ja osobiście wolę granie klubowe, gdzie kontakt z publiką jest bliski. W całym tym przedsięwzięciu głównie chodzi o dobrą zabawę waszą i naszą.

MM: Mówisz, że płyta powstała w studio. Brak czasu?

JD: To nie jest kwestia braku czasu. Nagrywanie na taśmę to dość trudna sztuka – tak dla producenta, jak i dla muzyków. Musimy przede wszystkim przed sesją popracować nad tym, żeby zespół był jak jeden dobrze funkcjonujący organizm. Wtedy sesja staje się przyjemnością. Nie ma miejsca na błędy, bo nie da się tego wykroić lub przesunąć. Taki jest urok magnetofonu wielośladowego Studer (śmiech).

MM: No właśnie. Robiliście jakieś dogrywki?

JD: Tylko dodatkowe solówki z Maćkiem na zmianę. Oczywiście dublowane wokale i chórki również.

MM: Co dalej? Będzie winyl?

JD: Winyl już się tłoczy. Planowo powinien się ukazać 8 sierpnia. Przedsprzedaż już ruszyła na naszym Bandcampie: www.stonerror.bandcamp.com

MM: A koncerty?

JD: Sporadycznie, ponieważ zaczynamy pracować nad kolejnym wydawnictwem. Najbliższe koncerty jesienią – na Soulstone Gathering w Krakowie oraz jedziemy do Czech na kilka koncertów w październiku.

MM: Na koniec zapytam, czy śledzisz scenę stonerową w Polsce, bo mam wrażenie, że ona się trochę rozjechała w kierunku metalu i doomu. Tymczasem wy i chociażby Octopussy zdajecie się czerpać z korzeni gatunku?

JD: Myślę że stoner rock w Polsce jest ściśle powiązany z wieloma gatunkami. Gdyby organizatorzy koncertów zapraszali zespoły grające podobną muzykę, to byłoby nudno. A zazwyczaj są to niesamowite imprezy na bardzo wysokim poziomie.

Rozmawiał: Maciej Majewski

fot. Marcin Pawłowski

WARTO POSŁUCHAĆ: https://www.youtube.com/watch?v=998HOdiei9s&feature=youtu.be

                                                           

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.