Monsieur Premiere: Zdecydowanie jest to muzyka, którą mocno czujemy

0
128

Wrocławianie z Monsieur Premiere zapowiadają długogrający debiut. Utwór „Późno Chodzimy Spać”, który niedawno miał swoją premierę, daje pewne pojęcie, jakie brzmienie ma ten materiał. A jak będzie rzeczywiście? Na te i inne pytania odpowiedział mi jeden z muzyków grupy – Tomasz Grządkowski.

 

 

MM: „Późno chodzimy spać” zapowiada wasze nowe wydawnictwo. Co to będzie – znowu ep-ka, czy może pełnowymiarowy album?

TG: Nie wiem czy mogę jeszcze zdradzać takie informacje – mogę jedynie na ten moment powiedzieć, że celujemy w dłuższe wydawnictwo.

MM: Zapowiedź prasowa mówi o wydawnictwie, które ma się ukazać w tym roku…

TG: I tak będzie! Pracujemy w pocie czoła aby dopracować album we wszystkich szczegółach i napewno ukaże się w tym roku. Należy spodziewać się go w jego pierwszej połowie.

MM: We wspomnianym utworze wspomagają was Radek Baranowski, Piotr Mikler oraz Antonina Panek i Martyna Dukowicz w chórkach. Czy oni również pojawią się na płycie w innych numerach?

TG: Radek Baranowski jest tak naprawdę piątym, nieformalnym członkiem zespołu. Towarzyszy nam przy nagraniach, dzieli się z nami swoją wiedzą i wyczuciem w zakresie miksu i produkcji. Jestem zdania, że czerpiemy ze współpracy z nim pełnymi garściami i działa to bardzo na plus dla całości. Martynę będzie można usłyszeć w przynajmniej jeszcze jednym numerze. Co do Piotrka i Antoniny – kto wie. Podczas pracy na singlem poczuliśmy wszyscy świetny, wspólny vibe i wątpię, aby to skończyło się tylko na jednej wspólnej produkcji.

MM: „Późno chodzimy spać” zdradza więcej minimalizmu, niż chociażby nagrania z „Popiołu i prochu”. Czy taki też kierunek obraliście na nadchodzącym albumie?

TG: Generalnie przy nagrywaniu tego albumu chcieliśmy nieco uprościć formułę pisania i nagrywania piosenek. Przy „ Późno Chodzimy Spać” sprawa była o tyle prostsza, że zdecydowaliśmy się nagrywać ten utwór na pełną setkę i wydobyć z grających instrumentów wszystko, co najlepsze – bez zbędnej produkcji. W zakresie pozostałego materiału, bazę numeru również stanowi nagranie live, jednak pozwalamy sobie na więcej w zakresie późniejszych dogrywek i postprodukcji. Mimo wszystko staramy się stopować nasze zapędy i dodawać do utworów tylko tyle, ile potrzeba. Z naszymi charakterami nie jest to jednak prosty proces.

MM: Mówisz, że bazą dla pozostałych utworów jest nagranie live. Ponownie zrobiliście Ranch Sessions w Bogdaszowicach?

TG: Tym razem przenieśliśmy się do miasta. Choć będą na tej płycie utwory które zarejestrowaliśmy na Rancho w Bogdaszowicach podczas jakiegoś jednodniowego wypadu. Jednak w tym wypadku praca nie wyglądała tak, jak w przypadku ep-ki „Popiół i Proch”, gdzie w 3 noce skomponowaliśmy i nagraliśmy cały materiał. Tym razem proces twórczy, a także nagraniowy był nieco inny i bardziej rozłożony w czasie, dlatego tez ta płyta będzie inna niż poprzednia. Nie wykluczamy jednak że jeszcze w tym składzie zawitamy na Rancho za jakiś czas!

MM: Panująca obecnie pandemia pewnie także miała na to wpływ?

TG: Zdecydowanie – mam wrażenie ze już trzykrotnie przerywaliśmy prace nad materiałem w okresie wzmożonej sytuacji epidemicznej. Jednak z początkiem tego roku wszystko wróciło względnie na właściwe tory i poczucie radości z tworzonej muzyki towarzyszy nam jeszcze mocniej, niż dotychczas.

MM: Poruszacie się po stylistyce vintage’owej. Nie masz wrażenia, że po powrocie do łask takich brzmień na początku wieku, ta formuła znów się nieco wyczerpuje?

TG: Poniekąd tak. Bardzo trudno obecnie jest zaproponować coś ciekawego w tej stylistyce. Niemniej jednak najnowsze dokonania np. Natalie Bergaman (Third Man Records), czy nowa płyta Haim udowadniają, że w dalszym ciągu można robić organiczną, vinatge’ową muzykę, która jest niesamowicie ciekawa i inspirująca! W tym zakresie na nowym materiale staraliśmy się połączyć elementy vintage z alternatywnym sznytem i nowoczesną produkcją. Zdecydowanie jest to muzyka którą mocno czujemy.

MM: A jesteś w stanie określić kierunek, w jakim Monsiuer Premiere pójdzie dalej?

TG: Na razie punkt numer jeden to dokończyć ten materiał! A na poważnie, wydaje mi się że premierowskie brzmienia i retro element wynikający z tego, że lubimy nagrywać na tego typu instrumentach, na pewno przy nas pozostanie. Konrad ciągnie bardziej w stronę soulową, Piter szaleje z rockerką. Ogólnie cały czas się kłócimy i ciężko przewidzieć, w jaką stronę może to podążyć. Na pewno nie będą to oczywiste kierunki.

MM: Płytę wydacie własnym sumptem?

TG: Wydamy to pod szyldem labelu/kanału HEADROOM, zrzeszającego naszą ekipę muzyków i zespołów, przewijających się przez naszą pracownię na Tęczowej. Na pierwszy ogień poszedł trapowy duet Serca X Antonina, potem Monsieur Premiere, w dalszej kolejności Motorboats, Sibs, Lushy, Antonina i wiele innym niezwykle ciekawych artystów. Na ten moment naliczyliśmy już 7 wydawnictw na ten rok, a z tego, co wiem – kolejne ciekawe projekty się szykują. Marzy nam się stworzenie świeżej autorskiej sceny we Wrocławiu.

Rozmawiał: Maciej Majewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.