Lubię w muzyce zgłębiać emocje i przeżycia, których pewnie nie doznałbym w normalnym życiu

0
83

Yaszczuk, a właściwie Piotr Jaszczuk, to polski wokalista, gitarzysta i aktor z domieszką ekwadorskiej krwi, który bardziej niż piszący piosenki określa siebie jako piszący historie. W latach 2017-2019 studiował na prestiżowej uczelni artystycznej Goldsmiths w Londynie. Kierunek Popular Music pozwolił mu rozwinąć umiejętności aranżacyjne, kompozycyjne, produkcyjne oraz realizatorskie. Właśnie wydał nową EP-kę, zatytułowaną “Y”, na której dzieli się historiami z ostatnich kilku lat. Skąd takie podejście? Opowiedział nam w poniższej rozmowie.

 

MM: Informacja prasowa mówi o Twoich szerokich brytyjskich doświadczeniach. Słuchałem Twojej EP-ki i ona ma silne polskie podejście. Jak to się ma do siebie?
Yaszczuk: Ciekawe spostrzeżenie nt. polskiego podejścia – z chęcią dowiem się, co masz na myśli (śmiech). Odpowiadając na to, jak to zrozumiałem – myślę, że moje brytyjskie doświadczenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że chcę pisać po polsku. Do studiów w Londynie pisałem głównie po angielsku, a w Anglii zauważyłem, że z polskim mam inną relację. Stąd też na EPce znajdują się utwory w obu językach. Cała EPka ułożona jest w jakby odwrotnej chronologii – zaczynamy utworem najbliższym mi teraz, a kończymy tym z 2014 roku, więc bardzo oddalonym. No i na pewno w Anglii nauczyłem się wiele o produkcji, aranżacji, kompozycji

MM: A z czego wynika ten rozstrzał, że część jest po polsku, a część po angielsku?

Yaszczuk: Kiedy byłem młodszy, to pisałem tylko po angielsku. Częściowo dlatego, że głównie takiej muzyki słuchałem, ale też dlatego, że pisanie po polsku mnie przerastało. „Pan Y” był pierwszym autorskim tekstem po polsku – odpowiedzią na utwór Suzi „Pani X” – i poczułem, że chcę to zgłębiać. „Otchłań mrocznych pokus” oryginalnie powstała po angielsku, ale wiedziałem, że na EP-ce chcę ją mieć już w ojczystym języku i przetłumaczyła mi ją wierszopisarka Julia Wilde. Chciałem tu po prostu zaprezentować te dwa swoje światy – polski i angielski.

MM: A skąd taka tematyka liryczna na początku epki?

Yaszczuk: Masz na myśli „Otchłań mrocznych pokus”? Cóż, każdy utwór jest trochę o czymś innym. Na „Otchłań…” przyszedł mi pomysł, kiedy miałem w głowie spory chaos i miałem przed oczami obrazy jakiejś dzikiej imprezy w mojej głowie. Przelałem więc te obrazy w dość groteskowy sposób na papier i zamieściłem tam sporo motywów z dzisiejszego świata. Myślę, że jak ktoś lubi sobie składać teksty w puzzle, to będzie miał przy tym frajdę (śmiech). „Pan Y” też ma w sobie trochę mroku, ogólnie EPka taka jest. Lubię w muzyce zgłębiać emocje i przeżycia, których pewnie nie doznałbym w normalnym życiu. Pewnie stąd takie trochę oderwanie od rzeczywistości.

MM: A kto oprócz Ciebie na tej epce zagrał?

Yaszczuk: Bardzo wielu świetnych muzyków, a przy tym również moich znajomych i przyjaciół. Na bębnach w każdym utworze zagrał Ayman Sinada, skrzypce to dzieła Natalii Wierzbickiej i Natalii Żebrowskiej, pianina, syntezatory i fortepian nagrywał Tom Right – co-producent „Otchłani…” – a w „Fear” fortepian nagrywał Esteban Vargas. Do tego wokale i pojedyncze instrumenty nagrywali Suzia, Pablo Armas, Mikołaj Piechocki i Catherine Groom. No i oczywiście duet w ostatnim utworze – mój i Olandry, która ma absolutnie niebiański głos. Ja odpowiadałem za gitary, bas i główne wokale.

MM: Jakie zatem przyjąłeś założenia dla tej epki? Czy to jest reprezentacją Piotra Jaszczuka?

Yaszczuk: Czy reprezentacją? Chyba nie do końca, myślę, że to raczej zamknięcie pewnego etapu dla mnie. Jako artysty i jako człowieka. Założeniem było wybranie 5 utworów z różnych okresów i przedstawienie je tutaj z myślą: „tak się rozwijałem, tak się zmieniałem, tu jestem teraz”. Tyle, że na EPce jest odwrócona chronologia, a więc „tu jestem teraz, a taki byłem przejściowo, a taki byłem 5-6 lat temu”. Złączenie tego w całość stylistyczną, aby utrzymać ten rockowy vibe, było jakimś wyzwaniem, ale taka odwrócona chronologia wydawała mi się interesująca i nieoczywista.

MM: Czyli trochę myli. Jaki zatem Piotr Jaszczuk jest dzisiaj?

Yaszczuk: Raczej przedstawia mnie z różnych stron. A jaki Piotr Jaszczuk jest dzisiaj? W wielu kwestiach taki sam, jak 5 lat temu, w wielu dojrzalszy i spokojniejszy. Myślę, że na wiele rzeczy patrzę dziś z większym dystansem, więcej rzeczy rozumiem. To trochę naturalne w życiu, tak myślę i równie naturalne jest to, że u artystów takie zmiany (czy też rozwój, dojrzewanie) wpływają na charakter samej sztuki.

MM: „Hero & Leander” nagrałeś z Olandrą, z którą wykonywaliście piosenki Cohena. Jak ta kompozycja ma się do całej epki?

Yaszczuk: Jest właśnie najstarsza, z 2014 roku (!). Więc to taki bardzo duży powrót do tego, jak pisałem kiedyś. Jest dla mnie ważna, bo w tamtym momencie była mi najbliższa i była mi najbliższa przez lata. Zawsze kochałem mitologię i napisałem kilka utworów związanych z mitami greckimi – ten jakoś najbardziej mnie poruszał. Przez lata też nie mogłem znaleźć osoby do duetu i w momencie, gdy zaśpiewałem z Olandra Henry’ego Lee Cave’a, wiedziałem, że to jest ten głos! Pamiętam, że siedzieliśmy w Parku Skaryszewskim w Warszawie, gdy jej to pokazałem. I tak – utwór jest zdecydowanie bardzo Cave’owo-Cohenowy, podobnie jak „Fear”.

MM: Planujesz jakieś klipy do któregoś z utwórów z epki?

Yaszczuk: Na razie wypuściłem klip do „Fear”, nie planuję kolejnych póki co, choć to nie znaczy, że nie będzie ode mnie więcej materiałów wideo. Nie chcę jednak zbyt wiele zdradzać (śmiech).

MM: A koncerty?

Yaszczuk: Póki co, zagrałem dwa podczas kwarantanny – online. Wyszły bardzo fajnie. Oczywiście nie mogę się doczekać koncertów w klubach i jak tylko będzie wiadomo, kiedy można coś konkretnego zabookować – wtedy nie waham się dwa razy. Będę chciał również pograć w kilku miejscowościach.

Rozmawiał: Maciej Majewski

 

WARTO POSŁUCHAĆ: https://www.youtube.com/watch?v=k2RBMvp23hw

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.