Szczepan Łach: W studio miałem ciary

0
120

Skankan, legendarna polska formacja z kręgu muzyki ska, powróciła niespodziewanie w ubiegłym roku po 10 latach przerwy w działalności. Grupa powoli się rozpędza i póki co uraczyła słuchaczy w ostatnich miesiącach dwoma nowymi kompozycjami, a już niedługo powinniśmy otrzymać nową płytę zespołu. O kulisach powrotu i obecnej sytuacji w szeregach grupy opowiedział mi jeden z jej założycieli – Szczepan Łach.

 

 

 

MM: Czemu właściwie Skankan zawiesił działalność w 2010 roku?

SŁ: Do końca tego nie wiem ponieważ byłem wtedy za granicą… Myślę ,że po prostu muzycy chcieli troche odpocząć. Nieco się to przeciągnęło, bo dopiero po dziesięciu latach nastąpił powrót.

MM: No właśnie. Wróciliście w ubiegłym roku trochę niespodziewanie. Co było powodem tej reaktywacji?

SŁ: Przypadek. Marek z Booze & Glory zaproponował mi udział w urodzinowym koncercie zespołu. Miałem pół roku na zmontowanie kapeli… Było ciężko, ale się udało. A z Markiem znamy się od wielu lat. Kiedy w roku 2000 otwieraliśmy klub muzyczny „U Desmonta Dekkera”, był jego częstym bywalcem. Kiedy klub zamknęliśmy, w niewielkim odstępie czasu wyemigrowaliśmy do Londynu, gdzie Marek założył Booze & Glory. Byłem świadkiem narodzin tego zespołu i bardzo ich dopingowałem, co zresztą nadal robię bez ustanku (śmiech). Kiedy Marek zadzwonił z propozycją, aby Skankan zagrał na dziesięcioleciu zespołu, miałem mieszane uczucia, ponieważ próby reaktywacji były już wcześniej i niestety spełzły na niczym. Ale była decyzja: „Tak, zagramy”. No i trzeba było się z niej wywiązać. Najciężej było z dopasowaniem ekipy do siebie… Zespół liczy 10 osób. Rotacja była naprawdę duża, a czas do występu się kurczył. Wreszcie metodą prób i błędów dopieściliśmy skład na tyle, że mogliśmy bez stresu stanąć wspólnie na scenie, nazywając się Skankan.

MM: Mówisz o dopasowaniu składu. Nie wszyscy byli chętni do powrotu i wspólnego grania?

SŁ: Ze starego składu tak naprawdę był tylko Binkwa – gitarzysta, który od początku aż do zawieszenia działalności zespołu aktywnie uczestniczył. Stecyk, nasz pierwszy perkusista grał z nami tylko przez pierwsze dwa lata. Niestety z powodów osobistych musiał opuścić kapelę. A ja ponad  15 lat nie byłem w składzie zespołu z uwagi na mój wyjazd. Ze starej ekipy gra z nami saksofonista Jarczys – nasz nestor, ale i on stał na scenie okazjonalnie. Tak naprawdę ze składu, który zawiesił działalność tylko Binkwa odpowiedział na odzew. Jak widzisz ,w naszym składzie nie ma już Stecyka. Zastąpił go Magic, perkusista zespołu Czapa z Wysp Brytyjskich. Reszta to młodzi ludzie, chętni do wspólnego grania i dający nam zastrzyk świeżej krwi.

MM: Marek też namówił Was do nagrania „No Regrets”, czy to był Wasz pomysł?

SŁ: Nie, to była nasza forma podziękowania dla niego. Dlatego też zaprosiliśmy go do tego projektu. Tekst napisaliśmy wspólnie, a Marek pięknie nam to wszystko w studio wyśpiewał. Zresztą tytuł roboczy tego utworu to „Boozek” (śmiech).

MM: Po drodze pojawiło się wznowienie „Skankan Ożywia Trupy”. Czemu nie ma tej płyty w serwisach streamingowych?

SŁ: Zespół Skankan to nie tylko muzycy. Mamy trzy osoby, które tworzą tzw. Korpo grupkę i oni zajmują się wszelkimi sprawami dotyczącymi zespołu tzn: merchem, koncertami i całym zamieszaniem wokół kapeli. Ponoć nie mamy nadanego numeru do kodu kreskowego i jesteśmy na etapie wyjaśniania tego tematu. Przez lata. jak mnie nie było w szeregach zespołu, troszkę się narobiło bałaganu.

MM: Wznowienie wyszło zdaje się w  Jimmy Jazz, a Wy przecież jesteście związani z Lou & Rocked Boys. Czemu tak?

SŁ: To nie tak. Wydaliśmy ten materiał sami, jeśli chodzi o „Skankan Ożywia Trupy”, to kompakt wydaliśmy sami, a w wydaniu płyty na winylu wsparło nas miasto Sosnowiec.

MM: Oprócz „No Regrets” pojawił się także utwór „Stado muszek”. Czemu nie poszliście za ciosem i nie nagraliście całej płyty?

SŁ: W tej chwili w studio S-Tone w Sosnowcu mamy materiał, który dopieszczamy i niebawem wraz ze „Stadem muszek i „No Regrets” ujrzy on światło dzienne. Covidowe akcje nieco podcięły nam skrzydła, ponieważ studio finansujemy ze swojej kieszeni, a jak wiadomo – do niej kasa płynęła z koncertów, których obecnie nie ma…

MM: Ukaże się jeszcze jakiś klip?

SŁ: W sobotę nagrywamy klip do utworu „Kołysanka dla Dareczka”. To kawałek w zupełnie odmiennym klimacie – trochę pod Lenny Kravitza. Tekst jest poświęcony naszemu tragicznie zmarłemu basiście Dareczkowi. Po raz pierwszy nagrywaliśmy z udziałem kwartetu smyczkowego. W studio miałem ciary… Wskrzeszamy także nasz stary numer pod roboczym tytułem „chujnia”, gdzie w refrenach udziela głosu nasz śp. przyjaciel Robert Brylewski

MM: To kiedy w takim razie pojawi się nowa płyta?

SŁ: To zależy od wielu rzeczy, a konkretnie od pieniędzy. Myślę że możemy się jej spodziewać na wiosnę.

Rozmawiał: Maciej Majewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.