Sexy Suicide: Raczej zawsze staram się mieć plan B.

0
194

Blisko 5 lat po debiutanckim „Intruder” duet Sexy Suicide wydał drugi album zatytułowany „We Will Die As One”. No właśnie, ale czy to wciąż duet? Pod koniec roku grupę opuściła wokalistka Marika Grądkowska. Jak więc wygląda sytuacja bieżąca w zespole? Na te i inne pytania dotyczące nowego wydawnictwa odpowiedział mi głównodowodzący całością przedsięwzięcia – Bartłomiej Salamon.

 

 

MM: Co właściwie działo się w Sexy Suicide od wydania „Intruder”? Pytam, bo niektóre utwory z „We Will Die As One” zostały opublikowane wcześniej.

BS: Po wydaniu płyty przez jakiś czas graliśmy koncerty i później, gdy wzięliśmy się do pracy nad nowym materiałem i weszliśmy do studio, zdążyliśmy zrobić zaledwie parę numerów, po  czym Marika zaszła w ciążę. Tak więc nie mogliśmy realizować reszty materiału. Potem z kolei przyszła pandemia, a w trakcie niej Marika znowu zaszła  w ciążę. Tak więc można powiedzieć, że wszystko przesunęło się dwa lata z przyczyn ode mnie zupełnie niezależnych.

MM: I dzisiaj już nie ma jej w składzie zespołu. Będziesz działał solo?

BS: Raczej zawsze staram się mieć plan B. Tak więc mam pewien pomysł na przyszłość, jednak nie chciałbym się na dzień dzisiejszy za bardzo nad tym rozwodzić, dopóki nie zorganizuje się jak trzeba. Na chwile obecną na pewno mogę powiedzieć że Sexy Suicide nadal będzie duetem i zapowiadają się pewne rewolucje.

MM: Mówisz, że do napisania „We Will Die As One” zainspirowały Cię filmy klasy B z tzw. złotego okresu kina. A serial „Stranger Things”?

BS: Nie, to oczywiście bardzo fajny serial, dobrze odwzorowany –  ale współczesny. Ja inspirowałem się tymi rzeczami, którymi inspirowali się twórcy tego serialu, czyli oryginalnymi rzeczami z dekady mojego dzieciństwa , młodzieżowymi filmami Johna Hughes’a i Stevena Spielberg’a w stylu „Goonies” czy „Breakfast Club”, starymi horrorami klasy B i całą masą popkulturowych rzeczy tamtego okresu. Również okładka płyty nawiązuje do klasycznych grafik z plakatów i okładek filmowych Enzo Scottiego, którego styl można powiedzieć, był wizytówką tamtej dekady. Także na nim wzorowali się bracia Duffer projektując materiały promocyjne „Stranger Things”.

MM: Mocno do tego nawiązujesz także w klipie „JCVD”. A co to za VHS-owe zbitki w klipie „Broken”?

BS: Tak, to dla mojego pokolenia, czyli ludzi urodzonych w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych Jean-Claude Van Damme to bohater kultowy i kojarzący się z beztroskimi dla nas czasami weekendowych wypraw do osiedlowych wideotek, czy troszkę później – do powstających już pobliskich sieciówek Video po filmy i wieczorne seanse obowiązkowo w tylko „chłopackim” gronie, gdzie dziewczyny nie miały wstępu. Zrozum mnie dobrze, jestem miłośnikiem dającego do myślenia europejskiego kina i niezależnych produkcji o tematyce psychologiczno-historycznej, ale to włączając „Krwawy Sport”, czy „Kickboxera”, czuje się znów jakbym miał 12 lat i to jest piękne. Stąd ten hołd. Co do „Broken”, to znalazłem kiedyś z pomocą znajomego autentyczne nagrania zrealizowane kamerą VHS, że szkoły średniej z lat osiemdziesiątych jakiegoś amerykańskiego nastolatka, które strasznie mnie zauroczyły i postanowiłem je wykorzystać, bo to taki smutny kawałek o przemijaniu i samotności.

MM: A skąd w tym wszystkim „Sztuka latania” Lady Pank?

BS: Bardzo cenie Lady Pank z tego pierwszego new wave’owego okresu twórczości z początku lat osiemdziesiątych, kiedy wzorowali się na The Police. Taką perełką z tego czasu i jednym z moich ulubionych polskich numerów jest właśnie ten utwór. Uważam, że to apogeum twórcze Janka Borysewicza  i ‘Mogiela’ jako tekściarza. Wiesz coś, co przecina jak brzytwa. Takich numerów się nie zapomina. Nie lubię coverów, ale kiedyś pomyślałem sobie, że jeżeli przyjdzie mi wziąć na warsztat czyjś utwór to na 100% będzie to „Sztuka latania”. No i tak się stało. Zawsze fascynowały mnie kontrowersyjne i  mroczne tematy, które podejmowaliśmy w naszych piosenkach, o czym wie każdy, kto od początku śledzi naszą twórczość. A jak wiadomo, to utwór mówiący o pożegnaniu się z tym nieczułym światem. Bardzo lubię także prywatnie Panasa. On przez cały wieczór ciągle mówi, ale cały czas są to bardzo ciekawe rzeczy! To niezwykle rzadko spotykane u większości ludzi (śmiech).

MM: Mam wrażenie, że cała płyta jest opowieścią o śmierci, o jakichś mrocznych zakamarkach duszy, a do tego balansuje na granicy snu

BS: No tak, ta „druga strona”, którą posiada każdy z nas, zawsze mnie fascynowała. Stąd też piosenki inspirowane tematyką japońskiej demonologii, zagubienia w świecie nocnego miasta i czyhających tam pokus, toksycznej miłości, samobójstwa, odmiennych stanów świadomości, osamotnienia , utraconych przyjaźni… Oniryczna atmosfera płyty wynika też na pewno z tego, że tym razem większość utworów utrzymana jest w wolniejszym tempie.

MM: A skąd te manekiny na okładce?

BS: Wiesz, one zawsze były dla mnie jednym z odzwierciedleń atmosfery lat osiemdziesiątych. Kojarzyły mi się z odhumanizowanym, mechanicznym wydźwiękiem syntezatorowo-industrialnej muzyki upadłych miast. Wpatrywały się beznamiętnym wzrokiem w przechodniów spowitych neonowym blaskiem ulic. Ojcowie większości rzeczy, których słucham używali ich jako atrybutów swojej scenicznej prezencji (mowa o Kraftwerk). Pamiętam też taki przerażający odcinek „Opowieści ze strefy mroku” – był to taki serial telewizyjny z satelity. Jeden odcinek wbił mnie w ziemię… Dziewczyna zostaje samotnie w centrum handlowym, gdzie wszystkie manekiny po z zmroku ożywają Nosił tytuł „After Hours”. Dla dziecka to było coś. Spałem potem przez tydzień z rodzicami (śmiech). Dlatego też te manekiny pojawiają się m.in. w clipie do „Techno Scar” i w konsekwencji – także na okładce.

MM: Planujesz jeszcze jakieś klipy?

BS: Do reszty numerów z tej płyty nie planuję już realizacji żadnych oficjalnych teledysków. Na pewno pojawią się jakieś składaki np. z filmów, które dopełnią charakter wybranej piosenki.

MM: A koncerty? Myślę, że online mógłbyś dać spokojnie radę zagrać.

BS: Nie, nie lubię takich rzeczy. Moim zdaniem to jak palenie e-papierosa, picie piwa bezalkoholowego, czy cybersex. Koncert to koncert. Jak się nie ma co się lub,i to…   to się nic nie lubi. A na razie nie zapowiada się, abyśmy mogli robić to co lubimy.

MM: Co w takim razie planujesz w najbliższym czasie?

BS: Niedawno zacząłem pracować nad nowym materiałem. Komponuję, piszę teksty, układam linie. Tak więc mam co robić. Mam nadzieję w ciągu najbliższych miesięcy wejść też do studia, aby za jakiś czas zaprezentować coś z rzeczy, nad którymi pracuje. Po za tym to, co niestety jedynie można robić w obecnej sytuacji – dużo oglądać, czytać , fotografować, mieć oczy i uszy szeroko otwarte, by chłonąć inspiracje.

MM: Znów będziesz pracować z Kim Teglund?

BS: Nie, tym razem producentem nowego materiału najprawdopodobniej zostanie Kamil Łazikowski znany wcześniej z Cool Kids Of Death.

Rozmawiał: Maciej Majewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.