Sebastian Krajewski: Głębia jestestwa jest niewyczerpana

0
117

Właśnie ukazał się nowy album Sebastiana Krajewskiego – kompozytora i pieśniarza. Płyta łączy w sobie elementy muzyki tradycyjnej, odwołując się lirycznie do głębi emocji i egzystencji, a całość zaaranżowana została w spokojną, relaksacyjną formę pieśni folkowych. O specyficznym podejściu do obu materii artysta opowiedział w poniższej rozmowie.

 

 

 

MM: Mówisz, że to 14 utworów intymnego śpiewnika duszy, który nosiłeś ze sobą wszędzie przez kilka ostatnich lat. Powstały one w ważnych momentach Twojego życia. A czy był jakiś bezpośredni powód ubrania ich w taką formę?

SK: Forma pojawiła się spontanicznie. Przez te lata pisałem piosenki trochę dla siebie samego i dla najbliższych przyjaciół – dla nich też czasem je śpiewałem. Gdy otrzymywałem wiele pozytywnych sygnałów, zachęt, postanowiłem nagrać taki album. Okazało się z czasem, że to chyba forma muzycznej twórczości najbliższa mojemu sercu z tych wszystkich, których do tej pory spróbowałem.

MM: Dominuje w nich gitara akustyczna, choć nie wszędzie. A na jakiej zasadzie dobierałeś brzmienia instrumentów  ‚dawnych’?

SK: Dokładniej – gitara klasyczna, z nylonowymi strunami. Bo akustyczna – czyli taka z metalowymi strunami – jest użyta tylko w jednej piosence. Brzmienia instrumentów dawnych, to w przypadku utworu instrumentalnego „Jesteśmy gotowi” po prostu skład zespołu Ars Nova, specjalizującego się w muzyce dawnej, zwłaszcza renesansowej i średniowiecznej, który to zespół brał kiedyś udział w innej sesji nagraniowej z moją muzyką, a na tę płytę utwór został pożyczony. Natomiast inne instrumenty, które mniej lub bardziej bezpośrednio związane są z szeroko pojętą muzyką dawną – rebec, harfa celtycka, symfonia (średniowieczna lira korbowa) – dobierałem na dość swobodnych zasadach. Po prostu dobrze znam ich brzmienie, jest mi bliskie, a na niektórych sam grywam. Ponieważ od lat zajmuje się tworzeniem nowej muzyki na instrumenty dawne, jestem ogólnie dość dobrze z nimi zaznajomiony.

MM: No właśnie. Nie chciałeś ich wykorzystać w większym stopniu? „Stary korzeń” zakłada pewną runiczność całości, natomiast brzmienie gitary jednak mocno ufolkowia.

SK: No widzisz, dla mnie to co piszesz jest dość spójne – ta „runiczność”, nawiązanie do archaicznej duchowości i „folkowość”, która – jak sama nazwa wskazuje – wyrasta z ludu. Żeby to uchwycić, trzeba, mówiąc nieco symbolicznie, wyjść z miasta. Nie dosłownie, bo w końcu większość folku, to tak naprawdę muzyka miejska. Chodzi mi bardziej o jej wewnętrzną energię, która wydaje mi się bardzo nieindustrialna, taka, hmm, polna i leśna. A między tym i „runicznością” jest pewne naturalne, podskórne pokrewieństwo. Przynajmniej ja tak to widzę. Natomiast nie chciałem przeładować tych brzmień. Zależało mi jednak na nawiązaniu w jakimś stopniu do folkowej konwencji – czyli zasadniczo gitara i swobodny śpiew – bo tak większość tych piosenek powstawała w swojej szkicowej formie. Prawie każdą z nich jestem w stanie zaśpiewać w prostej wersji z towarzyszeniem gitary. I w sumie duża ich część właśnie taka jest na płycie. Parafrazując Twoje pytanie – każda ma swój korzeń, z którego wyrasta.

MM: Czyli punktem wyjścia była gitara. A dlaczego „Umierają opowieści” i „Pieśń do pełnego księżyca” brzmią prawie tak samo? W tej drugiej jeszcze wykorzystałeś identyczny patent, który Metallica użyła w „Nothing Else Matters”

SK: Prawdę mówiąc, nie znam dobrze twórczości Metalliki, więc na dobrą sprawę, nie wiem nawet o jaki patent chodzi. A dlaczego brzmią tak samo? No po prostu są trochę podobne do siebie. Zwłaszcza fakturą gitarową – jest rzeczywiście taka sama, proste rozłożone akordy. Ale melodycznie też. Tak wyszło. To natomiast treściowo zupełnie różne historie – może to trochę je usprawiedliwi.

MM: W książeczce przy tekstach widnieją różne daty. To daty ich powstania, czy też tych ważnych wydarzeń z Twojego życia, podczas których się narodziły?

SK: Daty powstania. Zawsze sobie wszystko dokładnie datuję, to mi pomaga odnaleźć się w rozrastających się przez lata szkicownikach, w których zapisuję pomysły. Poza tym ja tak po prostu lubię. Być może ktoś, komu przypadnie do gustu dana piosenka, sprawdzi sobie, co wtedy robił i dzięki temu poczuje dodatkową więź? Kto wie?

MM: I odpada w tym wypadku chronologia. Ostatni tekst ma datę 24.03.2020. Płyta wyszła jednak dopiero w tym roku. Dlaczego?

SK: To jest długi proces powstawania płyty – przygotowanie materiału, nagrania, cała muzyczna produkcja, potem szukanie wydawcy, cykl wydawniczy, itd. Nagrywałem w lipcu i sierpniu 2020. Materiał był gotowy jesienią, a z wydawcą współpracuję niewiele więcej, niż kwartał. Postanowiłem wydać tę płytę trochę poza oficjalnym obiegiem wielkich wydawców, korzystając z własnych zasobów, a to zwykle wydłuża czas działania. Zależało mi na niezależnym, a jednocześnie renomowanym wydawcy. Szukanie go zabrało dodatkowe dwa – trzy miesiące, ale takiego właśnie udało się znaleźć, z czego jestem bardzo zadowolony. Chciałem też pracować z przyjaciółmi, w atmosferze pełnej relaksu, bez typowych dla branży muzycznej ciśnień z terminami. Generalnie, bardzo świadomie włączyłem w tym wszystkim nieśpieszny tryb, żeby wszystko miało w sobie jak najwięcej spokoju – i wydaje mi się, że jest to odczuwalne w brzmieniu albumu.

MM: I tę nieśpieszność słychać. Na 6 odsłuchów płyty, aż 4 razy zasnąłem… A czy zostały Ci teksty, bądź utwory, które pierwotnie miały się na niej znaleźć, a ostatecznie na nią nie weszły?

SK: No to doprawdy, muzyka relaksacyjna (śmiech). Sam się zastanawiałem, czy nie dopisać gdzieś na płycie, że poleca się słuchać przy świecach, w późnych godzinach wieczornych. Mam jeszcze sporo materiału – tekstów z muzyką/muzyki z tekstem, bo w moim przypadku zazwyczaj powstaje to jednocześnie. Planuję nagrać i wydać kolejne płyty.

MM: Również w takiej ‚relaksującej’ formule?

SK: W jakiejś mierze na pewno. Wydaje mi się, że muzyki pobudzającej do biegania po suficie albo do stawiania się z dziarskim uśmiechem na stanowisku pracy, mamy na rynku pod dostatkiem. Ja patrzę na to zawsze przez pryzmat własnych oczekiwań, na zasadzie: rób muzykę, której sam chciałbyś słuchać. Ale równie ważne jest dla mnie to, co mówią odbiorcy. W moim przypadku było tak, jak wspominałem: gdyby przyjaciele, od lat znający moje piosenki nie namawiali mnie do ich nagrania, pewnie bym tego nie zrobił. Więc posłuchałem, złapałem wiatr w żagle i popłynęło.

MM: A sięganie głębi jestestwa w tekstach? Mam wrażenie, że na tym polu jeszcze możesz więcej wydrenować.

SK: Głębia jestestwa jest niewyczerpana. Z pewnością będę prowadził na tym terenie poważne wykopaliska i odwierty. To się u mnie zawsze zbiega z konkretnym momentem w życiu – coś mnie porusza, jakieś zewnętrzne wydarzenie albo wewnętrzne przeżycie – i naraz przychodzi śpiew. Jeśli jest we mnie dostatecznie długo i zaczyna się ze mną zżywać, wtedy zabieram się do pracy, polegającej na wyłapaniu, zapisaniu i przełożeniu tego śpiewu na bardziej komunikatywny język, na nadaniu mu artystycznej formy. A wracając do dat, o które pytałeś – mają dla mnie jeszcze jedno znaczenie – dzięki nim udaje mi się często odtworzyć okoliczności towarzyszące pojawieniu się tego wewnętrznego śpiewu.

MM: Właśnie ogłoszono kolejny lockdown. Wspomniałeś o tym, że wszystkie utwory możesz zagrać na gitarze. Więc może koncert online?

SK: Mam duży opór wobec działalności online. Myślałem o tym, ale sam tego technicznie nie zorganizuję na takim poziomie, jaki by mi odpowiadał. Wydaje mi się, że poczekam na lepszy moment, gdy już będziemy oddychać swobodniej. Inna sprawa, że jak tak dalej pójdzie – i mam tu na myśli kompletny brak pomysłów ze strony władz, które poddały się bezkrytycznie zaleceniom międzynarodowych agencji, coraz bardziej odległych od demokratycznych standardów funkcjonowania – kulturze na dłuższą metę grozi gigantyczna zapaść. Już teraz nie wygląda to najlepiej. Ale ponieważ wydaje mi się, że od nas samych zależy dużo więcej, niż przyzwyczajono nas uważać, mam nadzieję, że jako społeczeństwo znajdziemy sposób na rozwiązanie tego i innych kryzysów. Ważne, żebyśmy kierowali się tym, co nas łączy, a nie tym co dzieli – wbrew dominującej wszędzie wokół narracji.

Rozmawiał: Maciej Majewski

Warto posłuchać: https://www.youtube.com/watch?v=3AKp_nvKqvw 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.