Romantycy Lekkich Obyczajów: Przywołujemy przeszłość, żeby trochę więcej się nią nacieszyć

0
188

Wydawać by się mogło, że składanka ukazująca się po wydaniu trzech pełnowymiarowych płyt, powinna niejako podsumowywać miniony okres. W przypadku zespołu Romantycy Lekkich Obyczajów nie jest tak do końca. „Best Of RLO” to swoista „rozbiegówka” przed nadchodzącym materiałem premierowym. Jak to wygląda z perspektywy zespołu, opowiedzieli mi jego twórcy – Damian Lange i Adam Miller.

 

 

MM: Trzy płyty na koncie i już składanka? Trochę szybko. Co było powodem wydania „Best Of RLO”?

DL: Jakiś konkretnych powodów nie było. Pojawiła się możliwość w wytwórni wydania naszych piosenek na winylu. Oczywiście idąc tym torem, również na CD, a z racji tego, że nie mamy jeszcze nowego materiału, który można by w ten sposób wydać, postanowiliśmy zrobić ‘best of’ z naszych trzech płyt. Rzecz jasna, myśląc o tym później przy doborze numerów, postawiliśmy na piosenki, które według nas odcisnęły wyraźnie się na wyobraźni naszych słuchaczy. Przy okazji żeśmy spięli klamrą dotychczasowy nasz żywot artystyczny, nabierając nowego oddechu. I teraz na spokojnie chcemy otworzyć nową kartę… Poza tym gdzie jest napisane, że ‘best ofy’ powinno się wydawać po 20 płytach w wieku 65 lat? (śmiech)

AM: Jeśli mam zgodzić się że to szybko, to chcę dostać gwarancję na długowieczność. Jeśli czuję ludzi przy nas teraz, to chcę sprawić im radość, robiąc składankę właśnie teraz. Mam potrzebę odczuwania fana. Tymi kawałkami przywołujemy przeszłość, żeby trochę więcej się nią nacieszyć, zanim pokażemy wszystkim nowe piosenki. A zestaw naszych szlagierów, który znajduje się na „Best Of RLO”, powinien znaleźć się na półce obok trzech wcześniejszych płyt. Wiem że mamy takich fanów.

MM: Przyznam, że pierwszy odsłuch tego zestawu mnie zdołował. Nie wiem, czy jest to kwestia ułożenia tych utworów w takiej kolejności, czy po prostu ich wydźwięku. Kierowaliście się jakimiś kryteriami przy doborze utworów?

DL: Adam zajął się kolejnością, ale właściwie chodziło jednak o podzielenie płyty na dwie części. Tą, gdzie piszemy numery z głębokiej wody i z płycizn – gdzie słowo „płycizna” nie oznacza czegoś słabego, ale bezpiecznego. Zaś rozrywkowe numery, jeśli można je tak nazwać, znajdują się w drugiej części płyty. Pierwsza połowa ma po prostu inny rodzaj mocy. Czy się można zdołować ? Ależ oczywiście! Nie dziękuj (śmiech).

AM: Przyjemnie było usiąść i wymyśleć, jak streścić prawie dekadę twórczości Romantyków do tych 12 piosenek. Zdaję sobie sprawę, że ludzie wiążą emocje z naszymi piosenkami, może nawet chciałbym żeby podobały nam się te same piosenki. Lubię ballady. Lubię jak śpiewa się o czymś utraconym. Lubię jak ludzie się wzruszają.

MM: Mówicie, że ta płyta to taki prezent dla fanów, którym chcieliście coś dać, zanim pokażcie im swoją nową muzykę. Zastanawiam się, czy to nie jest w pewien sposób zamknięcie pewnego młodzieńczego etapu? Sami przecież przy okazji „Neoromantyzmu” opowiadaliście, jak zmieniło się wasze życie.

DL: Ja czuję, że to wydawnictwo samoczynnie dało mi klimat w głowie, że pewien etap się zamyka. Ale nie młodzieńczy. Mam wrażenie, że z Adamem już od dłuższego czasu jesteśmy w innym przedziale, niż młodzieżowy zespół. Mamy w sobie pozbierane pewne wartości – czy to z życia prywatnego, czy z artystycznego – które sobie tak wylegiwały się w nas od końca promocji trzeciej płyty, aż do tego momentu. Czujemy pod nosem dorosłość artystyczną i – raczej bardziej, niż mniej-spróbujemy ją odpowiednio wykorzystać, pisząc teraz nowe piosenki, a nawet grając koncerty. Jest ruch w głowie .

AM: Podobno co 7 lat każdy może się zmienić, odkochać w jedne osobie, zakochać w drugiej, zapomnieć, jak smakowało mięso, zamienić Meg Ryan na Charlize Theron, przestać słuchać rapu i zacząć metalu itd. Będąc romantykiem lekkich obyczajów, nigdy nie nagrałem niczego wstydliwego, czy niedojrzałego. Będę kochał wszystko, co razem z Damianem do tej pory stworzyliśmy do końca życia. Jedno się nie zmieniło: wciąż jaramy szlugi i przytulamy się na powitanie.

MM: Zatem w jakim kierunku pójdzie nowa muzyka?

AM: Odpowiem tak jak powiedział mi mój ojciec, kiedy puściłem mu kilka nowych szkieletów: już nie mogę się doczekać.

DL: Z wiatrem północno południowym (śmiech). A tak na serio, to myślę, że nie będzie ram. tak jak zawsze. No pewnie, że mamy jakieś założenia, ale jeśli trafimy w odpowiedni twórczy nurt, o którym będziemy myśleć przed zaśnięciem, zamiast o wątkach w serialach (których i tak nie oglądam ), to będzie można sobie je będzie wsadzić w dupkę, bo popłyniemy po swojemu.

AM: (wybuch śmiechu)

MM: A jak w tym kontekście odbierać ostatni numer na „Best Of RLO”? To odrzut, czy zupełnie nowy numer „ospi3rdol si3 od3 mni3”, napisany na potrzeby tej składanki?

DL: Nie ma co ukrywać, że jest tzw. odrzutem z trzeciej płyty… Nie pasował nam do „Neoromantyzmu”, ale jakoś tu żeśmy go schowali. Jak go odbierać? Na luzie.

MM: Czy zespół Romantycy Lekkich Obyczajów ma jeszcze coś do udowodnienia? Sobie? Innym?

DL: Według mnie – nie.

AM: Przecież jeszcze nie napisaliśmy największego hitu świata, a po to się urodziliśmy! (śmiech) Więc oczywiście, że tak!

MM: A jak wygląda przepis na największy hit świata? Jaki on powinien być według Was?

AM: A-mol G-dur C-dur F-mol… Największy hit świata? Naturalnie nie powiem, ale to jest piosenka, która przetrwałaby tysiąc lat, była kuloodporna, wodoodporna i lekooporna… Właśnie dopracowuje przepis połączenia kevlaru z G-dur.

Rozmawiał: Maciej Majewski

WARTO POSŁUCHAĆ: https://www.youtube.com/watch?v=Ns8AupZ-gNk

                               

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.