Przemysław Piotrowski: Zawsze mierzę wysoko i nigdy nie mam dość

0
131

– Zawsze mierzę wysoko i nigdy nie mam dość. Może dlatego, że całe życie uprawiałem sport albo z tym sportem byłem bardzo blisko, a może taki już po prostu jestem. Dla mnie liczy się ciągłe samodoskonalenie, wiecznie stawiam sobie nowe wyzwania i jeśli coś osiągnę, od razu stawiam sobie kolejne. – mówi pisarz Przemysław Piotrowski. 

 

 

 

Skąd pomysł na to, aby zrezygnować z kariery dziennikarskiej i zostać pisarzem?

To nie było do końca tak, że zrezygnowałem z dziennikarstwa dla pisania. Po drodze pojawiło się kilka innych tematów, pracowałem między innymi przy organizacji targów czy jako rzecznik prasowy w koszykarskim mistrzu Polski – Stelmecie Zielona Góra. Ostatecznie zdecydowałem się na prawie osiem lat wyjechać do Norwegii, gdzie pracowałem na platformach wiertniczych i rafineriach, ale zanim do tego doszło, musiałem porobić różne kursy, pozdawać egzaminy, itp. W tym czasie napisałem pierwszą książkę pt. „Kod Himmlera”, a gdy napisałem pierwszą, to już poszło. Nie ukrywam, że w pewnym sensie ułatwiała mi to praca fizyczna, bo w sektorze wydobywczym w Norwegii pracuje się rotacyjnie, zwykle wygląda to tak, że dwa tygodnie się pracuje, a potem ma się trzy tygodnie wolnego. I tak podczas roboty myślałem nad fabułą, aby po powrocie do Polski to wszystko na spokojnie spisywać. Opłaciło się, bo dziś nie muszę już tam jeździć i nie mam problemu z tym, żeby nazywać siebie pisarzem.

Co Pana zainspirowało, żeby pisać powieści kryminalne?

Zawsze lubiłem kręcić się w tych mroczniejszych klimatach. Od najmłodszych zaczytywałem się w horrorach i thrillerach. Kryminałów czytałem mniej, ale ten gatunek daje chyba większe możliwości, jest też większym wyzwaniem dla autora, stąd pomysł na „Piętno”, taki trochę miks wszystkich w/w gatunków. Dziś, po ponad 200 tys. sprzedanych egzemplarzy i statuetce Książki Roku za „Zarazę” – czwarty tom serii z Igorem Brudnym, chyba mogę być trochę nieskromny i powiedzieć, że ten pomysł wypalił.

W 2021 roku Pana powieść pt. ,,Zaraza” została uznana przez czytelników najlepszą powieścią kryminalną według portalu Lubimyczytać.pl. Wygrał Pan wówczas z Remigiuszem Mrozem i Wojciechem Chmielarzem. Czy uważa Pan, że odniósł sukces? Jaki jest według Pana przepis na sukces?

Powiedzmy, że to taki malutki sukcesik. Zawsze mierzę wysoko i nigdy nie mam dość. Może dlatego, że całe życie uprawiałem sport albo z tym sportem byłem bardzo blisko, a może taki już po prostu jestem. Dla mnie liczy się ciągłe samodoskonalenie, wiecznie stawiam sobie nowe wyzwania i jeśli coś osiągnę, od razu stawiam sobie kolejne. Oczywiście fajnie jest pokonać Mroza, który totalnie zdominował rynek kryminałów, zwłaszcza że o zwycięstwie decydowali Czytelnicy i Czytelniczki. I choć Remek wyskakuje z każdej szafki czy lodówki, na okrągło jest promowany w telewizji, a jego książki oblepiają całe ściany największych sieci księgarskich, to jeśli książka jest naprawdę dobra, to nawet taki Piotrowski jest w stanie go pokonać. To pokazuje, że takie plebiscyty mają rację bytu i nie zawsze wygrywają ci najpopularniejsi, a dobra książka ma szansę się obronić.

29 czerwca miała miejsce premiera Pana najnowszej powieści pt. ,,Bagno” Skąd pomysł na tytuł i fabułę?

Czasem są takie historie, które domagają się opowiedzenia bardziej niż inne. I ta dręczyła mnie od dłuższego czasu. Obserwując to nasze polityczne bagienko, z każdym tygodniem, miesiącem czy rokiem stawałem się coraz bardziej sfrustrowany tym, co widzę. Tym zakłamaniem, złodziejstwem, krętactwem, nepotyzmem, skorumpowaniem i szczuciem na siebie obywateli. W moim odczuciu polska polityka to jedno wielkie „Bagno” i nawet nie chciałbym tu wskazywać konkretnej partii, bo wszyscy mają coś za uszami. Oczywiście jedni mniej, inni więcej, ale generalnie dostało się wszystkim, bo mam wrażenie, że od jakiegoś czasu polscy politycy robią wszystko poza tym, co tak dumnie przysięgają podczas ślubowania. W pewnym momencie, a dokładnie w czasie eksplozji tej potwornej hipokryzji w okresie wyborów kopertowych, podjąłem decyzję, że muszę się jakoś wypowiedzieć. A że nie lubię uzewnętrzniać się na profilach społecznościowych, postanowiłem wejść w polemikę pisząc książkę.

Niedawno odbył Pan podróż do Kolumbii, aby odbyć rozmowę z jednym z najniebezpieczniejszych przestępców seryjnych na świecie – Louisem Garavito. Dlaczego chce Pan napisać powieść true crime właśnie o nim?

Bo to największy, najstraszniejszy i najbardziej przerażający seryjny morderca w historii świata. Prawdziwy potwór. Garavito został skazany za zgwałcenie i zamordowanie 142 chłopców pomiędzy szóstym i piętnastym rokiem życia, choć ostatecznie przyznał się do co najmniej 200 ofiar, a mówi się, że mogło być ich nawet trzy razy więcej. Do tej pory na terenie Kolumbii, ale także Ekwadoru czy Wenezueli odkrywa się szczątki pomordowanych dzieci. I teraz uwaga – ta bestia w przyszłym roku ma wyjść na wolność! I cóż… tak już mam, że czasem lubię się rzucać z motyką na słońce. Gdy ten pomysł po raz pierwszy zaświtał mi w głowie, pomyślałem, że to raczej niemożliwe. Ale ziarno zostało zasiane i temat mnie dręczył. W końcu kombinować, jak by to zorganizować aż zacząłem działać. Bardzo pomogło mi Wydawnictwo Czarna Owca oraz kilka osób, które wolałby zachować anonimowość, za to na miejscu miały swoich ludzi, którzy bardzo nam pomogli.

Wiem, że nie udało się spotkać z Louisem Garavito osobiście, ale co udało się dowiedzieć o nim podczas podróży po Kolumbii, czego nie wiedział Pan wcześniej?

W Kolumbii spędziłem prawie miesiąc. Z racji tego, że znam hiszpański było mi o wiele łatwiej. Ruszyliśmy więc szlakiem Garavito. Byliśmy w jego domu, w którym się urodził i wychował, w szkole do której uczęszczał, miejscach gdzie mieszkał, pracował i zabijał. Oczywiście na koniec w planach była rozmowa z samym Garavito – miałem zgodę z administracji więzienia La Tramacua i od samego Garavito. Niestety, on ostatecznie wycofał się tuż przed ustaloną datą. Mam powody, by twierdzić, że nie była to jego decyzja, gdyż potem zaczęły dziać się dziwne rzeczy i musiałem czym prędzej uciekać z Kolumbii. Ale o tym wszystkim napiszę w książce, bo nie chcę tutaj wszystkiego zdradzać. Książka będzie miała charakter true crime, ale pojawią się w niej też elementy reportażu, w którym opiszę wszystko co przeżyłem. Podsumowując, dowiedziałem się masę różnych ciekawych rzeczy, poznałem wielu ludzi, którzy mieli z nim styczność, byłem w stanie wchłonąć ten specyficzny klimat Kolumbii. Wierzę, że to wszystko zaprocentuje, a książka na podstawie historii Garavito będzie jak najbliższa prawdy.

Kiedy zostanie wydana książka o Garavito?

Wiosną 2023 roku. Myślę, ze przełomie marca i kwietnia.

Jakie są inne Pana plany pisarskie?

Nie mogę zbyt wiele zdradzić. W każdym razie na jesień szykuje niespodziankę i mam nadzieję, że kolejna powieść stanie się początkiem nowej serii. Czy tak się stanie? Wszystko zależy od tego, jak zostanie przyjęta. Głęboko wierzę, że przypadnie Czytelnikom i Czytelniczkom do gustu, a fani Igora Brudnego dadzą jej szansę. Myślę, że akurat oni powinni być dopieszczeni i zadowoleni.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.