Paweł Zakrzewski: Najważniejsza jest frajda, jaką mamy ze wspólnego grania

0
107

Grupa No More Jokes po trudnych przeprawach realizacyjnych, wreszcie wypuściła swój długogrający debiut. Płyta „A ludzie patrzą” hołduje staremu stylowi, ale też ma w sobie sporo treści w tekstach. O trudnych kolejach losu, towarzyszącym nagraniom tego albumu, opowiedział mi gitarzysta grupy i autor części tekstów – Paweł Zakrzewski.

 

 

MM: Zespół istnieje od 4 lat. Przeszedł kilka zmian w składzie przez ten czas. Z czego one wynikały?

PZ: Nie było jakichś wielkich zawirowań w składzie, bo zaczęliśmy grać w kwartecie. Jedynie zmienił się perkusista i na tej podstawie powstał właściwie nowy zespół. Natomiast wcześniej było tak, że usunęliśmy wokalistę, po czym nam źle i wróciliśmy do dawnej koncepcji  (śmiech). A ponieważ Maciek (Brożny, wokalista zespołu – przyp. MM) nie był w stanie grać z naszym dawnym perkusistą, stąd ta zmiana, o której mówiłem wcześniej.

MM: Swoją drogą, wokal na „A ludzie patrzą…” nie brzmi idealnie. Momentami jest dość mocno wysunięty do przodu z niekorzyścią do warstwy muzycznej.

PZ: Z wokalem jest tak, że chyba trafiliśmy w zły okres. Maciek z jednej strony był bardzo zapracowany, a z drugiej strony – był chory. Przez cały czas nagrań były z tym problemy. Sekcję nagraliśmy w 2 dni, gitary w 3 dni, a na wokale czekaliśmy 4 miesiące… Kwestia chęci dokończenia tego materiału spowodowała, że brzmi on tak jak brzmi. Na koncertach na szczęście wypada to dużo lepiej. Szkoda, że tak wyszło, ale nic już teraz z tym nie zrobimy.

MM: Większość pomysłów na płycie jest do siebie bardzo zbliżona. Muzycznie jest to wszystko bardzo mocno osadzonej w jednej formule, bez wychylania się w inne rejony.

PZ: To jest trochę tak, że w pewnym momencie postawiliśmy na specyficzne brzmienie. Nie jest to zbyt nowoczesny sound, ale to jest nasz celowy wybór. Chcieliśmy, że zabrzmiało to po prostu „staro”. Nie ma tam efektów, bajerów i elektroniki. Nagraliśmy to tak, jak to słychać. Nawet jeśli wydaje się, że jest jakiś dźwięk elektroniczny, to wszystko jest zagrane przy pomocy gitary. Graliśmy na starych wzmacniaczach lampowych. Zależało nam na tym, by wyeksponować wokal Maćka. Byłoby tego więcej – nawet kusiło mnie, żeby dodać różne partie gitar. Jednak ulegliśmy też sugestii naszego realizatora, Ernesta Gawła, który nalegał, byśmy zachowali naturalne brzmienia.

MM: Skoro realizator tak naciskał, to co stało na przeszkodzie, byście zarejestrowali ten materiał ‘na setkę’?
PZ:
Myślę, że to byłoby świetne pod względem brzmienia, natomiast sądzę, że technicznie byłoby to trudne do zrealizowania. Trudno było nas zgrać czasowo. Dlatego sekcja nagrywała osobno, bo ja nie mogłem być w studio i odwrotnie. „Subtelne zniewolenie” chcieliśmy nagrać w ten sposób. Teraz widzę, że miałoby to sens, bo ten utwór na koncertach robi ogromne wrażenie. Niestety czas i logistyka sprawiła, że został zarejestrowany tak, jak reszta materiału.

MM: Najbardziej wyróżnia się ostatni utwór – „Złość”. Jest powolny, dobrze płynie…

PZ: …ale fatalnie został zaśpiewany… Bardzo nam szkoda tego numeru, bo Maciek zaśpiewał jakąś uproszczoną wersję, którą uzgodnili z Ernestem.  Mam ciary, gdy gramy ten numer na próbach i na koncertach.

MM: Będzie jakiś klip do któregoś utworu?

PZ: Tak, uczę się właśnie nowych rzeczy, jeśli chodzi o animacje. Chciałbym zrobić coś dziwnego. Muszę się tego nauczyć, mieć czas, żeby to zrobić i znaleźć materiały wyjściowe, a to też nie jest takie proste.

MM: Koncerty?

PZ: Logistyka… Nie wiemy, czy coś się wydarzy. Być może uda się jeszcze coś zagrać, bo ostatnio zagraliśmy trzykrotnie, co jak na nas jest dużą ilością (śmiech). Najważniejsza jest jednak dobra zabawa i frajda, jaką mamy ze wspólnego grania.

Rozmawiał: Maciej Majewski

WARTO POSŁUCHAĆ: https://www.youtube.com/watch?v=XKv1FpAZtZo

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.