Michał Czarnecki: Muzyka musi być adekwatna do historii w piosence

0
276

Po kilku latach koncertowania z autorskimi recitalami, Michał Czarnecki wydał wreszcie swój pierwszy solowy krążek zatytułowany „Subtelny Zarost Miasta”. Czy ten materiał ma szansę trafić nie tylko do fanów kameralnej piosenki autorskiej? O tym (i nie tylko) opowiedział nam sam autor.

 

 

MM: Jesteś obecny na scenie autorskiej od kilku lat. Czemu „Subtelny Zarost Miasta” ukazał się dopiero teraz?

MC: „Subtelny zarost miasta” to moja pierwsza solowa płyta, ale druga w ogóle. Kilka lat temu nagraliśmy z kolegami płytę „O Człowieku” jako Lifemotiv. Podobny charakter obserwacji, inne instrumentarium. Od kilku lat gram solowo. Nadal jednak jest to obserwacja rozwinięta w stronę małych opowieści, osadzona blisko mnie, obserwatora. W ciągu kilku lat sporo działo się w moim życiu osobistym, nie miałem czasu na muzykę. Nieco się to zmieniło, teraz mam więcej czasu.

MM: Poszerzyłeś też instrumentarium, mimo iż nie gra zespół

MC: Używam loopera, centrali perkusyjnej i kazoo. Czasem jedna gitara to za mało, więc mając koncepcję na drugi gitarowy ślad, dodatki, ozdobniki, a najczęściej akcenty, zapętlam fragmenty tła i dogrywam coś. To wymagające na scenie, ale często potrzebne. Lubię zabawę ekspresją. Muzyka musi być adekwatna do historii w piosence.

MM: Nie łatwiej byłoby, by ktoś Cię w tym wspierał na żywo?

MC: Łatwiej! Bardzo lubiłem grać z innymi muzykami. Teraz jednak jestem skupiony na całościowym opowiadaniu historii. Nie wykluczam współpracy w składzie „dwie gitary, bas, perkusja”. Sceniczny los solowego songwritera obecnie mi odpowiada.

MM: Te piosenki płyną w dość nienachalny sposób, choć dotyczą czasem poważnych obserwacji. Nie kusiło Cię, by zaakcentować pewne elementy np. mocniejszą intonacją?

MC: Jako autor sądzę, że jest jej sporo. Na przykład w „Dozorcy” jest nawet pogłos klatki schodowej, wrzask i złość. Trudno o bardziej wyraźną intonację. Mam też na uwadze to, że piosenki w wersjach koncertowych nieco różnią się od wersji płytowych. Można pewnie mieć wrażenie, że na płycie rzeczywiście bardziej płyną. Ja lubię taką sytuację, kiedy mam spotkanie z publicznością zdecydowaną na odbiór historii. Wtedy można pozwolić sobie nawet na dłuższe pauzy czy krzyk. Tak się dzieje na moich aktach solowych. Poza tym na koncercie wykonawca jest z odbiorcą w niewielkiej odległości, działają na siebie, więc też na żywo bardziej opowiadam, mimo że śpiewam sobie. Ale zaciekawiłeś mnie tym spostrzeżeniem o płynięciu. Zatem muszę sobie przyznać, że sporo jest płynnej melodii na tej płycie. To nie jest dla mnie oczywiste, biorąc pod uwagę wszystkie moje piosenki.

MM: Wspomniałeś o „Dozorcy” – mam wrażenie, że to utwór, w którym zawarłeś więcej historii, niż w pozostałych

MC: W „Dozorcy” mamy wiele historii sąsiadów człowieka, który chłonie to wszystko, co go otacza i niepokoi. Jest tam dużo o ludziach, bo blok mieszkalny jest ich skupiskiem. Jest trochę tak, że dozorca nie może być przy sobie, tak bardzo jest, mimowolnie, przy innych. Chyba nie wychodzi mu to na dobre…

MM: Za nim jednak czai się utwór dodatkowy. Co to za kompozycja?

MC: To wersja koncertowa, zresztą jedna z wielu, innego utworu na płycie – „Palacze”. Bardzo ją lubię, dlatego znalazła się jako hidden track. Chcę to jednak zostawić słuchaczom do odkrycia.

MM: Myślisz, że taka płyta „Subtelny Zarost Miasta” ma szansę trafić do szerokiego odbiorcy? Myślisz, że ta wielopłaszczyznowa subtelność do nich trafi?

MC: Ostatnio ktoś, kogo poznałem, zaskoczył mnie, prosząc o porównanie mojej muzyki do innego artysty. Nie potrafiłem tego zrobić. W zasadzie trudno porównać to do czegoś nawet, mając więcej czasu. Piosenka autorska w Polsce nadal jest pod silnym wpływem USA i Europy Zachodniej. Nadal w ogromnej przewadze na okładkach widzimy anglojęzyczne tytuły. Mało jest polskich singer-songwriterów. Widzisz? Nawet tytułując siebie, używam zagranicznych zwrotów. Uważam, że jest coraz lepiej. Jeździłem kilka lat temu na przeglądy piosenki autorskiej i wiem, że ludzie tworzą bardzo ciekawe rzeczy. Zyskiwanie zwolenników takiej muzyki jeszcze trochę potrwa, bo ciągle jest pokusa, by łapać angielski, melodyjny, bardzo „muzyczny” język. Odpowiadając na pytanie: tak, uważam, że płyta ma szansę trafić do odbiorcy, zainteresowanego sensem w piosenkach, ale nadal nie jest to tzw. „szeroki odbiorca”. Uważam jednak, że to sens jest najważniejszy, nie wtyczki poprawiające dźwięk w programach zainstalowanych w studiach dźwięku. Wypada zatem być cierpliwym i robić swoje.

MM: Planujesz jakiś klip promocyjny do któregoś z utworów?

MC: Póki co – nie planuję. Mam wizję klipu do jednej z piosenek, ale z drugiej strony – mam też obawę, że obraz, który narzucę wizualnie, będzie „banalizować” historię. Mam go w głowie, wiem, że słuchacze także mają w głowie swoje wizje tego utworu. Nie chcę w to ingerować. Chodzi o utwór „Ogródki piwne”, czyli drugi singiel opublikowany w sieci. Generalnie bardzo dużą satysfakcję dają mi takie głosy na temat moich utworów, które świadczą o tym, że szczegóły dają możliwość bardzo konkretnych wyobrażeń. Zatem uznaję, że słowem też można coś „pokazać”.

WARTO POSŁUCHAĆ: https://www.youtube.com/watch?v=eEGlwFv5QZU

Rozmawiał: Maciej Majewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.