Cyberniewierni. Czy sex w sieci to zdrada?

0
965

Poznali się na Facebooku, nigdy nie spotkali się w realu. Jednak ich związek trwał kilka miesięcy. Aż dowiedziała się o nim… narzeczona.

Zdrada to od dawna główna przyczyna rozpadu związków. Jednak dopiero dzisiejsze technologie dały możliwość łatwego i szybkiego nawiązywania znajomości, które nie tylko nie są kłopotliwe, ale jeszcze łatwo je ukryć. A stąd już tylko krok do wejścia w relacje, o których stały partner może zupełnie nie mieć pojęcia.

Wirtualne romanse, cyberseks i liczne znajomości zawierane w sieci nie dla każdego jednak są naganne. Według najnowszych badań psychologów coraz więcej mężczyzn prowadzi w tajemnicy przed swoją stałą partnerką drugie życie i… nie widzi w tym nic złego. Bo przecież nie dochodzi do fizycznego zbliżenia.

To tylko klientki
Na takiego partnera trafiła Kamila (29 l.), specjalistka PR w dużym wydawnictwie, do niedawna zakochana w Piotrze (31 l).

– Byliśmy ze sobą ponad rok, planowałam z nim przyszłość, myślałam o dzieciach. Nigdy nawet przez myśl by mi nie przeszło, że on zdradzi mnie z dużo starszą kobietą, która ma nastoletnią córkę!

Poznali się na imprezie firmowej. Wysoki brunet o przenikliwym spojrzeniu. Uśmiechnięty, towarzyski, inteligentny. Był agentem ubezpieczeniowym, ale jego prawdziwą pasją stały się konie.

– Potrafił o nich opowiadać godzinami, zajmująco – mówi Kamila. – Zabierał mnie do stadniny i na wyścigi. Kibicując mu czułam, że jego emocje udzielają się także mnie. Świetnie się rozumieliśmy, zamieszkaliśmy razem.

Na początku wszystko układało się wspaniale. Dopiero po pewnym czasie zaczęły wychodzić na jaw „szczególne” nawyki Piotra. Okazało się, że jego świetne wyniki sprzedaży związane są z faktem, że większość klientów Piotra stanowiły kobiety.

Miły uśmiech, niewinny flirt…
I może nie byłoby w tym nic niepokojącego (tym bardziej, że klientki często same prowokowały, a on nie musiał specjalnie się starać, by zdobyć intratne zlecenia) – gdyby Kamila nie odkryła, że większość znajomych Piotra na portalach społecznościowych to… klientki, z którymi on dalej flirtował, tyle że w sieci.

– Odkryłam to przez przypadek, Piotr kiedyś po prostu nie wylogował się z Facebooka – opowiada Kamila.

Dla mnie był to szok. On jednak… zrobił mi karczemną awanturę o to, że naruszyłam jego prywatność! (nie twierdzę, że nie miał racji). I przekonywał, że stara się być miły i obsypuje te wszystkie kobiety komplementami, bo to jego praca. Nie mogłam tego słuchać, spakowałam rzeczy, wyprowadziłam się..

Nie znam Pani
Piotr prowadził swoją grę. Dzwonił do Kamili, wysyłał SMS-y, prosił o rozmowę na Skypie. Utrzymywał, że rozstanie jest dla niego ciosem.

– Wybaczyłam mu te wirtualne flirty. I to był mój błąd. – wyznaje Kamila.

– Pierwsze tygodnie nie zapowiadały niczego złego. Wręcz przeciwnie, było jak kiedyś. Piotr wręcz starał się okazywać, jak jestem dla niego ważna. Był nawet zazdrosny o wyjazdy służbowe.
Nie chciał, żebym wyjeżdżała. Zauważyłam też, że Piotr nigdy nie rozstaje się z telefonem, zabiera go nawet do toalety. Gdy pracował w domu, a ja wchodziłam do jego pokoju, zachowywał się bardzo nerwowo, natychmiast zamykał komputer. Intuicja podpowiadała mi, że coś jest nie tak. Nie miałam jednak możliwości, by skontrolować jego poczynania – mówi Kamila.

Rozwiązanie przyszło samo. Pewnego dnia Kamila odebrała w komputerze wiadomość. Temat maila: Zdrada Piotra.

– Napisała do mnie jego kochanka. Powiedziała, że od 2 miesięcy mają romans. Wirtualny sex, porno zdjęcia, zaproszenia do spotkania w realu. Mój partner pisał jej, że chce zakończyć związek ze mną, bo nie traktuje go poważnie. A ona mu uwierzyła. W załącznikach były zapisy ich rozmów na FB, dzień po dniu, temat był jeden: seks – wyznaje Kamila. – Odeszłam od Piotra na dobre.

Tak samo, jak w realu
Czy cyberniewierność może być przyczyną rozpadu związku? Dla większości z nas tak. Chociaż nie ma kontaktu fizycznego, jest jednak zdrada emocjonalna, oszukiwanie partnera.

Para psychologów Monika T. Whitty i Adrian N. Carr opisała ten problem w książce „Wszystko o romansie w sieci. Psychologia związków internetowych” (GWP 2009).

Ich pionierskie badania pokazały, że „to wcale nie intensywność kontaktu fizycznego ani nawet świadomość, że partner się masturbuje, jest najważniejsza, lecz fakt, że pożąda on innej osoby i dąży do kontaktu seksualnego z kimś innym”.

Okazało się, że cyberseks w równym stopniu wpływa na związek, co seks rzeczywisty. Aż 86 procent badanych uznało, że relacja w sieci, stworzona poza stałym związkiem w realu, jest zdradą. Niewierność emocjonalna była zatem tak samo jednoznacznie oceniana jak seksualna.

– Kiedyś zdrada wiązała się z ryzykowną grą: kochankowie musieli ukrywać swój związek, wymyślać alibi, by oddalić podejrzenia. Teraz wystarczy włączyć komputer, zalogować się na portalu społecznościowym, znaleźć osobę, która ma ochotę na flirt lub bardziej odważne zabawy. Nie trzeba pokazywać twarzy, ujawniać imienia. Wszystko odbywa się dyskretnie. Można prowadzić w sieci „drugie życie”
– wyjaśnia psycholog Magdalena Chylebrant.

Jak rozpoznać to „drugie życie” partnera? Słuchać podpowiedzi intuicji, zazwyczaj pojawiają się dość wcześnie. I czujnie wyłapywać sygnały, które wysyła zdradzający partner.

– Obsesyjne pilnowanie telefonu, kasowanie wiadomości zaraz po odczytaniu, gwałtowne wyłączanie komputera, ogólne poddenerwowanie to sygnały, których nie można przeoczyć. – mówi psycholog.

Znów się śmieję
Przyłapany „in flagranti” partner często jednak próbuje odwrócić sytuację i przekonać zdradzoną osobę, że do niczego nie doszło, bo przecież nie było fizycznego zbliżenia.

– To zachowanie typowe dla niedojrzałych mężczyzn, „Piotrusiów Panów”, którzy nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swoje życie – wyjaśnia Magdalena Chylebrant.

– Winne są z wzorce, jakie taki mężczyzna wyniósł z dzieciństwa. Nadopiekuńcza matka, czasem inne kobiety z rodziny, na przykład zapatrzona w niego siostra, utwierdzały go w przekonaniu, że jest kimś wyjątkowym. Jeśli do tego dodamy obracanie się w środowisku zdominowanym przez kobiety, którym czasem trudno się oprzeć urokowi takiego pana, otrzymamy odpowiedź na pytanie, skąd u niektórych mężczyzn bierze się relatywność pojęcia zdrady. Ktoś, kto jest przyzwyczajony do tego, że kobiety same go adorują, nigdy nie dojrzeje emocjonalnie do stanu, w którym będzie mógł stworzyć stabilny i szczęśliwy związek. Mężczyzna, który nie liczy się z uczuciami partnerki, zawsze będzie szukał wrażeń, podbojów i romansów. Zawsze będzie jednak… emocjonalnym kaleką.

O cyberzdradę zapytaliśmy kilku zaprzyjaźnionych z naszą redakcją facetów:

Nie widzę nic złego we flircie z kobietami w sieci. Dla mnie to tylko rozrywka i miła zabawa. Nie czuję, bym zdradzał żonę. Zresztą podejrzewam, że moja Aśka też do aniołów nie należy. Takie czasy! – Marek (29l.)

Mówi się, że zdrada psychiczna bardziej boli niż fizyczna. I coś jest na rzeczy. Kobiety są bardziej przewrażliwione na tym punkcie niż my, choć podejrzewam, że gdybym nakrył na takim cyberseksie moją dziewczynę – nie wybaczyłbym. – Aleksander (32.l).

Dla mnie facet, który uprawie sex na Facebooku z obcą babą, za plecami swojej partnerki to totalny dupek. Tyle w temacie. – Michał (41.l)

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat, Drodzy Czytelnicy?

(J.B.)
Ilustracja: Olaf Ciszak

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Prosimy wpisz swój komentarz!
Prosimy podaj swoje imię tutaj.